Statki i samoloty na półkach

Samoloty, statki, okręty i inne obiekty królują w mieszkaniu Jerzego Skarżyńskiego z Wejherowa. Pomimo, że są to tylko modele, dużo mniejsze od oryginałów, to i tak  zajmują sporo miejsca na półkach, w szafkach i na szafach, na stolikach i parapetach. Zdecydowanie największa jest kopia samolotu, którym 81 lat temu przeleciał nad Atlantykiem pierwszy Polak, ustanawiając przy tym światowy rekord odległości lotu. Pilot Stanisław Skarżyński nazywał się tak samo jak wejherowski modelarz, a zbieżność nazwisk nie jest przypadkowa.

Model samolotu, który przeleciał w 1933 roku nad Atlantykiem, jest wykonany w skali 1:6.
Model samolotu, który przeleciał w 1933 roku nad Atlantykiem, jest wykonany w skali 1:6.

Jerzy Skarzyński buduje modele od 50 lat. Zaczął jako 10-latek, składając i lakierując kartonowe modele, dołączone do pisma „Mały Modelarz”. Pochodzący z miejscowości Chorzele na Mazowszu J. Skarżyński trafił potem do szkoły budowy okrętów w Gdańsku, gdzie w szkolnych warsztatach ujawnił swój talent.
– Kiedy nauczyciel zorientował się, że potrafię budować modele, przez cały okres nauki wykonywałem tego typu prace dla szkoły – wspomina pan Jerzy. – Dzięki temu mogłem doskonalić umiejętności. Podobnie było w technikum dla pracujących, gdzie kontynuowałem naukę. Praktyki odbywaliśmy w gdańskiej stoczni, gdzie wziąłem udział w konkursie dla młodych modelarzy. Do rywalizacji przystąpiło około 100 osób. Wyłoniono spośród nich 30 najlepszych modelarzy, wśród których znalazł się Jerzy Skarzyński.

TAJEMNICA PAŃSTWOWA
Nic dziwnego zatem, że jako pracownik stoczni trafił do modelarni. Budował tam modele statków, powstających w tym największym gdańskim zakładzie, w skali 1:100.  Po zwodowaniu każdej jednostki jej kapitan otrzymywał taki model w prezencie. W 1976 roku Jerzy Skarzyński otrzymał dyplom modelarza okrętowego, ale dział modelarski, w którym pracował został zlikwidowany. Młodego modelarza przeniesiono na Stogi, gdzie dojeżdżał codziennie, pokonując wiele kilometrów.
– Mieszkałem wtedy w Rumi. Żeby dojechać na szóstą do pracy, wstawałem piętnaście po trzeciej, a na gdańskie Stogi jechałem pociągiem, autobusem i tramwajem. Po pół roku zrezygnowałem z uciążliwych podróży i z pracy w tak odległym miejscu – mówi modelarz, który znalazł zatrudnienie w Zakładzie Doświadczalnym Mechaniki Precyzyjnej i Automatyki we Wrzeszczu. – Robiliśmy tam pierwsze maszyny dziewiarskie, wagi analityczne, aparaty do nurkowania i aparaty podsłuchowe, montowane np. w pudełkach od zapałek. Obowiązywała nas przy tym tajemnica państwowa.

ARMATY SPOD GRUNWALDU
Ciekawą przygodą zawodową, związaną znów z modelarstwem było wykonywanie przez pana Jerzego modeli armat, zastosowanych w bitwie pod Grunwaldem. Zamówienia szły ze Zrzeszenia Rękodzieła Artystycznego i Ludowego „Cepelia” w Sopocie, bo popyt na miniaturowe średniowieczne armaty był bardzo duży. Wysyłano je m.in. do Niemiec, Rosji, Rumunii i na Węgry. Pan Jerzy wykonywał też latające modele samolotów dla Aeroklubu Gdańskiego.
– W 1975 rozpocząłem działalność w pracowni modelarskiej w Rumi, najpierw społecznie, potem już jako zatrudniony instruktor – opowiada J. Skarżyński, który w 1980 roku otworzył w Wejherowie własny punkt naprawy sprzętu AGD. Wielu mieszkańców miasta zapewne pamięta zakład na ul. Św. Jacka, funkcjonujący kolejno w dwóch różnych miejscach przy tej ulicy. Pan Jerzy prowadził go przez 32 lata, szkoląc m.in. uczniów. Jeszcze podczas pracy w Gdańsku Jerzy Skarżyński zdobył uprawnienia mistrzowskie i pedagogiczne i przez niemal 20 lat był członkiem Powiatowego Cechu Rzemiosł w Wejherowie, gdzie zamieszkał.

W ROCZNICĘ PRZELOTU
Przez te wszystkie lata, w wolnym czasie pan Jerzy konstruował modele, niektóre składając z gotowych części, inne budując od podstaw. I tak powstawały i nadal powstają kolejne czołgi, samoloty, śmigłowce, żaglowce, okręty wojenne. Czasem dochodzi do tego elektronika, dzięki czemu powstają modele zdalnie sterowane.
W związku z przydającą w ubiegłym roku 80. rocznicą lotu nad Atlantykiem pierwszego pilota Polaka, jego daleki krewny, Jerzy Skarżyński z Wejherowa, postanowił zbudować model samolotu, na którym w maju 1933 roku pokonano kolejną podniebną granicę.
– Model samolotu wykonałem w skali 1:6 – wyjaśnia konstruktor. – To model latający, sterowany radiem, ale nie jeszcze latał. Myślałem o wyeksponowaniu go w jakimś odpowiednim miejscu w Wejherowie, tak, żeby mogli go oglądać mieszkańcy.
Na razie nie znalazłem zainteresowanych instytucji.
W domowej pracowni Jerzego Skarzyńskiego powstają czasem zamki i pałace, oczywiście miniaturowe. Aby wykonać takie prace, potrzebne są nie tylko umiejętności modelarskie i talent, ale też wiedza historyczna.
– Od dziecka lubiłem historię, w szkole nie miałem z nią problemu – wspomina modelarz. – Bardzo lubię również podróżować i zwiedzać historyczne obiekty, a także muzea. Zwłaszcza Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie lub w Poznaniu, albo Muzeum Lotnictwa. Moją pasją jest też fotografowanie, mam mnóstwo ciekawych zdjęć z podróży.
Jak widać, pan Jerzy mógłby obdzielić zainteresowaniami i umiejętnościami kilka osób, ale na pewno na pierwszym miejscu w jego sercu pozostaje modelarstwo. Mimo 50 lat konstruowania modeli, to zajęcie jeszcze się J. Skarżyńskiemu nie znudziło. Tylko brakuje już miejsca na półkach…
Anna Kuczmarska

8 maja 1933 roku na jednomiejscowym samolocie polskiej konstrukcji, RWD-5bis (znaki SP-AJU), przebudowanym z samolotu turystycznego, Stanisław Skarżyński jako pierwszy Polak przeleciał przez Ocean Atlantycki – z zachodniego wybrzeża Afryki (Saint Louis w Senegalu) do Maceió w Brazylii.
Przelot trwał 20 godzin i 30 minut, z czego 17 godzin15 minut nad oceanem. W ten sposób, wynikiem 3 582 km, Skarżyński ustanowił międzynarodowy rekord odległości w klasie II samolotów turystycznych, o masie własnej do 450 kg.
Do legendy przeszedł m.in. fakt, iż Skarżyński odbył lot w garniturze, a nie kombinezonie pilota.
Za swój wyczyn otrzymał w 1936 od Międzynarodowej Federacji Lotniczej (FAI) Medal Louisa Blériota, przyznawany za rekordy (prędkości, pułapu, odległości lotu) w lotnictwie lekkim.
Mjr Skarżyński zginął w czasie II wojny światowej, w 1942 r., w czasie powrotu z wielkiego nalotu na Bremę. Był wówczas pilotem w składzie załogi bombowca Vickers Wellington Mk II.

Zostaw komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.