Dyżurni wejherowscy hejterzy rozpowszechniają kłamstwa o prawie 160 000 zł niezapłaconej kary przez dewelopera na rzecz miasta. Tymczasem w dniu 10 maja br. na konto miasta wpłynęła kwota 156 226,27 zł kar umownych. Urząd Miejski skutecznie wyegzekwował te pieniądze od inwestora budynku „Apartamenty nad Cedronem” znajdującego się przy ul. Wałowej. Tym samym hejterzy kolejny raz zostali przyłapani na kłamstwie i dezinformacji. To tylko przykład, ale taka sama jest prawdziwość innych „sensacji”, które rozpowszechniają. To element zorganizowanego ataku polityczno-biznesowego, nagonki na prezydenta Krzysztofa Hildebrandta, która trwa już od dłuższego czasu, ale ostatnio przybrała na sile. Niezależnie od tego prezydent otrzymał liczne groźby pozbawienia go życia (jak się dowiedziała redakcja, 11. groźba morderstwa wpłynęła 3 czerwca b.r.), ale policja na razie nie ustaliła od kogo pochodzą.
Miasto sprzedało deweloperowi działkę przy zakręcie ul. Wałowej, na której miały stanąć „Apartamenty nad Cedronem”. W umowie sprzedaży został określony czas, w którym ta inwestycja miała zostać zrealizowana. Ponieważ deweloper przekroczył termin o 2 lata, miasto naliczyło kary umowne przewidziane w umowie. Deweloper nie chciał ich dobrowolnie zapłacić, więc Urząd Miejski za pośrednictwem komornika przystąpił do ich egzekucji. Trochę to trwało, ale w końcu pieniądze wpłynęły do kasy miasta. O sprawie informowaliśmy w poprzednim numerze Pulsu Wejherowa.
Powtarzające się kłamstwa i manipulacje
Dużo się mówi w mediach i debatach politycznych o wadach polskiego wymiaru sprawiedliwości, długim czasie oczekiwania i wielu problemach, ale obecnie innej drogi nie ma. W opisanym przypadku, jak i innych, Urząd Miejski działa zgodnie z przepisami prawa i przy egzekucji kar musi stosować się do obowiązujących procedur, co czasami utrudnia i bardzo wydłuża uzyskanie pieniędzy. W innych sprawach pieniądze z kar od deweloperów wcześniej czy później również wpłyną do wejherowskiej kasy. Do tego czasu daje to pożywkę dyżurnym hejterom do atakowania i szkalowania prezydenta za rzekomy brak działań lub nieprawidłowości. Ataki dotyczą zresztą wszystkich osób, które z Krzysztofem Hildebrandtem współpracują lub choćby mieszkańców, którzy go popierają. To typowe powtarzające się manipulacje i celowe kłamstwa, tzw. fake newsy. Tłumaczenia hejterów typu „nie wiedzieliśmy” itp., to przyznanie się do nikczemnych pobudek ich działań, gdyż oni powinni znać przepisy i sprawę zanim (fałszywie jak się okazuje) obrzucą błotem prezydenta. Jeśli ktoś czegoś nie wie, to nie powinien publicznie wielokrotne rzucać tego typu oskarżeń. Podkreślam, że każdą władzę – od Prezydenta Polski do sołtysa – należy oceniać i rozliczać, ale niech to będzie oparte na prawdzie, rzetelnych informacjach i służy dyskusji w celu rozwiązywaniu realnych problemów.
Kto za to płaci i dlaczego?
Jak już dawno zauważyli internauci, kilka osób zajmuje się atakowaniem i hejtem na prezydenta Krzysztofa Hildebrandta niemal zawodowo i nie z pobudek prospołecznych, jak usiłują to przedstawiać, tylko – przytoczę tu opinię – „zwyczajnie za pieniądze”. I to chyba nie takie małe, skoro tak dużo czasu i energii na to poświęcają, że za bardzo nie mają czasu na normalną pracę. To są opinie mieszkańców, którzy też zadają pytania: kto za to płaci i dlaczego? Mieszkańcy wiedzą, że to zorganizowana akcja szkalowania i szczucia na prezydenta Hildebrandta, taka nasza wejherowska maszyna pogardy, a sprawa ma drugie, polityczno-biznesowe dno.