Bokserski ma dobry towar, czyli hejterzy na haju

Opowiadania polityczne Dr. Pulsa – odcinek 11

Gruby Mecenas wszedł do pokoju pełnego dymu o charakterystycznym zapachu palonego zioła z gumijagód.

– O, przyszedł Toudi! – przywitał go z głupawym uśmieszkiem Sfarko, którego błędny wzrok i zamglone oczy wskazywały na już znaczne nasycenie spalonym ziołem. – Podnóżek Księciunia Igthorna, he, he.
Igthornem był oczywiście Wielki Deweloper, wobec którego Grubas był nadzwyczajnie usłużny i spolegliwy. Jak zielony ogr Toudi w bajkowym serialu o Gumisiach, wykonywał posłusznie wszystkie rozkazy i nigdy nie kwestionował nawet najbardziej głupich albo chamskich poczynań Księciunia, co rzecz jasna przekładało się na możliwość zarobku i kasę. Gruby bardzo nie lubił, jak złośliwi koledzy przezywali go Toudi, a już zwłaszcza taki nieudacznik życiowy Sfarko, zwykły hejter wynajęty do brudnej roboty, któremu płacono za atakowanie i szkalowanie Burmistrza Mikołaja w internecie oraz gazetkach.
– Nie pozwalaj sobie za dużo! – rzucił wściekły Mecenas do Sfarki – Zapominasz, że nigdzie nie pracujesz i to ja załatwiłem tobie tę lewą robotę u Dewelopera, bo nie miałbyś za co żyć.
Sfarko nic nie odpowiedział, tylko zrobił duże oczy w oczekiwaniu aż ta myśl przebije się przez gumijagodowy dym w jego głowie.
– Od dwudziestu lat palisz to świństwo i mózg ci się do końca zlasował – ciągnął dalej Gruby Mecenas, choć doskonale wiedział, że po wypaleniu zioła Sfarko robi się szczególnie chamski i prostacki. Gruby skwapliwie to wykorzystywał i jakoś nie przeszkadzało mu, kiedy Sfarko na haju kłamał i obelżywie szczuł na Burmistrza Mikołaja. Dla Grubego Mecenasa najważniejszy był bowiem zamach na Burmistrza i jego obalenie, aby Wielki Deweloper mógł w końcu sobie wybudować osiedle na rzeką. Zresztą ostatnio zrobiło się więcej interesów do załatwienia po ewentualnym obaleniu Burmistrza …
Gruby zaczął się rozglądać po pokoju i dostrzegł siedzącego w rogu Orłowskiego, który z miną przestraszonego kota kiwał się na boki i coś tam mamrotał pod nosem o trollach.
– A ten co, też zażywał? – zapytał kręcąc głową Mecenas, na co Sfarko ściszając głos i rozglądając się na boki jakby kogoś jeszcze widział w pokoju, konfidencjonalnie zdradził tajemnicę:
– A, Orłowski ma tak teraz normalnie, pali czy nie pali. Ostatnio nie trzyma cieśnienia i ma kompletny odlot … a jakie głupoty wypisuje!
– No tak, kompletna korozja – podsumował Gruby Mecenas niezadowolony z tego faktu, gdyż to obniżało wiarygodność hejterskiej bandy i zapytał w nadziei na lepsze wieści:
– A Bokserski gdzie jest?
– Gumiś przyniósł nam zioło z gumijagód … – zaczął Sfarko rozmarzywszy się trochę i zakończył krótko – … i poszedł sprzedać towar w miasteczku.
– Ten to się w końcu doigra! – skomentował coraz bardziej poirytowany Gruby – Przecież ten cymbał w razie czego nie wytłumaczy się za co żyje, bo ma tak niskie oficjalne dochody.
– A ty co dziś taki nakręcony jesteś? Co się czepiasz? – zapytał odważnie, acz już bełkotliwe Sfarko i przymilnie wyciągając rękę ze skrętem zaproponował:
– Weź, nie pitol tyle, tylko sobie zapal! Bokserki ma dobry towar.
Gruby Mecenas patrzył przez chwilę łapczywie na zioło, z trudem maskując swoje skłonności, po czym uśmiechając się powiedział:
– No dobra, dawaj, dawaj! A bo to pierwszy raz….
Gruby Mecenas zaciągnął się głęboko i dym z gumijagód zaczął milutko ogrzewać płuca. Po trzecim zaciągnięciu, pokój wokół zaczął lekko wirować, a Gruby zauważył, że jego wydęty brzuch zaczyna się zmniejszać. Brzuch chudnął w oczach, a mięśnie, szczególnie na „klacie” i ramionach, powiększały się wydatnie.
– Wow! I to wszystko bez diety 1200 kilokalorii i bez siłowni! – z niedowierzaniem mówił sam do siebie zachwycony Mecenas. Wpadł w prawdziwą euforię, kiedy zauważył jeszcze jak na jego błyszczącej dotąd jak księżyc w pełni głowie, zaczęły wyrastać kruczoczarne piękne włosy.
A świat wirował coraz szybciej i nagle, nie wiadomo z jakich zakamarków podświadomości Mecenasa, w tym wirze pojawiały się piękne i atrakcyjne kobiety, patrzące z zachwytem i pożądaniem na jego ciało, a do tego szepcząc zalotnie.
– Wow! Super! – prawie krzyczał podniecony Mecenas i aby wzmocnić tę „kurację upiększająco-randkową” zaciągnął się dymem kolejne trzy razy. Coś chyba poszło jednak nie tak, bo w wirze pojawiły się płomienie i dym, a twarze kobiet przybrały wizerunek Sfarki, Orłowskiego i Bokserskiego, rzecz jasna postacie straciły też wydatny biust. Po kolejnych paru, coraz szybszych obrotach na ich głowach pojawiły się charakterystyczne szpiczaste czapki czerwonoarmistów z gwiazdami, tzw. budionnówki, a twarze Sfarki, Orłowskiego i Bokserskiego zaczęły wyglądać jak u trolli. Jeszcze parę obrotów w coraz bardziej koszmarnej scenerii i cała trójka siedziała przy biurkach z komputerami, łypiąc na niego upiornymi oczami trolli.
– Aaa! Ratunku! Sfarko, Orłowski i Bokserski są jak ruskie internetowe trolle! – darł się przerażony Gruby Mecenas i zaczęło do niego docierać, że tak się kończy szczucie, publikowanie fake newsów, kłamstw i pseudosensacji.
– Co ten Bokserski dosypał do tego świństwa? To ma być dobry towar?! – krzyknął na koniec tracąc oddech Grubas i padł zemdlony na podłogę.

Ciąg dalszy nastąpi….
Dr Puls
P.S. Wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób i zdarzeń jest przypadkowe oraz niezamierzone. Opowiadanie jest wizją literacką.

Zostaw komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Loading...