Z dalekiej Ukrainy do Wejherowa

Boją się o ojczyznę i o rodzinę, są wdzięczni za pomoc dla rodaków w Polsce

Uchodźcy z Ukrainy przyjeżdżają do miast i miejscowości w całej Polsce, m.in. do Wejherowa. Ukraińcy mieszkają jednak w Polsce od wielu lat, także w naszym mieście. Oddaleni od rodzin i ojczyzny, bardzo przeżywają agresję rosyjską na Ukrainę, walkę toczoną przez ukraińskich żołnierzy, cierpienia ludności cywilnej i to co najgorsze – rosnąca liczbę ofiar.

 

Jevgenii Belov w swoim biurze.
Jevgenii Belov w swoim biurze.

Jevgenii Belov jest już w Polsce ponad 7 lat. Wcześniej mieszkał m.in. w Gdyni i w Świnoujściu. Ponad 3 lata temu dołączyła do niego żona Julia, a potem urodziła się im córeczka. Trzyletnia dziś Oleksandra przyszła na świat w Szczecinie, a teraz uczęszcza do przedszkola w Wejherowie.
Ponad dwa lata temu rodzina zamieszkała w Wejherowie. Rosyjski atak na ich ojczyznę wywołał duży stres i strach, zwłaszcza o rodzinę pozostawioną na Ukrainie.
– Pochodzę w miasta Chust w obwodzie zakarpackim, gdzie na razie jest dość spokojnie, ale sytuacja wciąż się zmienia i obawiamy się, co będzie dalej – mówi Jevgenii Belov. – Rodzina żony mieszka w obwodzie chmielnickim, bliżej Kijowa i tam już od początku słychać bombardowania i działania wojenne.
Jevgenii razem z kolegą planowali wyjazd na Ukrainę, byli już nawet w drodze, ale obaj z wielu powodów zrezygnowali.
– Chciałem jechać, żeby walczyć i bronić kraju, ale musiałbym zostawić nie tylko żonę i dziecko, ale też własną firmę z 15 pracownikami, którzy też mają rodziny. Mam zobowiązania, kredyty, jestem za to odpowiedzialny, trudno zostawić żonę z tym wszystkim – mówi J. Belov, który kiedyś już był w wojsku. Służył w ukraińskiej armii cztery lata, ale został zwolniony ze względu na zły stan zdrowia.
Jevgenii Belov, który prowadzi Agencję Pracy Tymczasowej przy ul. Wałowej 20 w Wejherowie, funkcjonuje jako podwykonawca różnych zadań i inwestycji. Pracownicy agencji, głównie przybysze z Ukrainy, m.in. spawają kontenery dla Szwecji. Ukraińcy w Polsce od wielu lat potrzebowali wsparcia i takiego udzielał im Jevgenii.
Teraz stara się pomagać swoim rodakom – ofiarom wojny. Prowadzi zbiórkę m.in. lekarstw i innych środków medycznych, zawozi je samochodem do punktu odbioru w Gdańsku. Tak jak wszyscy, cały czas śledzi sytuację na wschodzie.
– Rosji od dawna nie podobało się, że Ukraina chce do Europy, że jest demokratycznym państwem. Niestety Rosjanie wierzą propagandzie Putina – tłumaczy Ukrainiec. – Mamy więc takiego kleszcza, który ciągnie z nas krew. Jestem patriotą, dumnym z naszego mądrego prezydenta i jestem pod wielkim wrażeniem odwagi naszych żołnierzy, którzy bronią ojczyzny. Jestem też wdzięczny Polakom za wielką pomoc dla Ukrainy i Ukraińców, m.in. tu, w Wejherowie.

Wołodymyr Voinskyi przyjechał do Wejherowa dwa tygodnie temu razem z rodziną, która uciekła z Ukrainy.
Pan Wołodymyr pracuje w Polsce i za granicą od około siedmiu lat. Jest kierowcą ciężarówek i jeździ po Europie, co jakiś czas odwiedzając żonę i dzieci we Lwowie. Małżonkowie mają trzech synów w wieku 16, 14 i 3 lat: Jurija, Aleksandra i Dawida.
Pod koniec lutego br. W. Voinskyi wracał z wizyty w domu i był już w Polsce, kiedy dowiedział się o agresji rosyjskiej na Ukraine. Skontaktował się z żoną i zawrócił po rodzinę. Umówili się na granicy, gdzie pani Halyna dojechała z synami samochodem, zresztą nie bez przygód. Dwie noce spędzili w zimnym aucie, które się zepsuło, a na zewnątrz temperatura wynosi minus 5 stopni C. Kobieta najbardziej bała się o małego Dawida, ale w końcu udało się dotrzeć do celu.
– Pakowałam się pół godziny, wzięłam szybko to, co najbardziej potrzebne i uciekaliśmy do Polski – wspomina pani Halyna. – We Lwowie, gdzie mieszkaliśmy było jeszcze spokojnie, ale i tak wieczorem wyły syreny alarmowe i na noc ludzie schodzili do piwnic i do schronów. Bardzo się baliśmy. Podróż była trudna, żeby przekroczyć granicę, trzeba długo czekać. Staliśmy w korku o długości ponad 40 kilometrów. Dobrze, że ludzie, jeszcze po ukraińskiej stronie przynosili nam ciepłe napoje. Oczywiście tutaj w Polsce też otrzymaliśmy pomoc, za co jesteśmy wdzięczni
Wcześniej pan Wołodymyr mieszkał w Pruszczu Gdańskim razem z innymi kolegami – kierowcami. Teraz wraz z rodziną trafił do Wejherowa, gdzie dzięki pomocy wejherowskiego MOPS otrzymali lokal.
Codziennie kontaktują się z rodziną, a siostra pani Halyny ze swoim dzieckiem w momencie naszej rozmowy była już w drodze do Wejherowa.
– Jesteśmy bezpieczni, ale i tak żyjemy w stresie – mówi Wołodymyr Voinskyi. – Nie śpimy w nocy, denerwujemy się. To bardzo smutny i nerwowy czas. Nikt nie wie, co się jeszcze wydarzy.
Anna Kuczmarska

Zostaw komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.