Przekręty Grubego Mecenasa – ciąg dalszy

Opowiadania polityczne Dr. Pulsa - odc. 10

Gruby Mecenas siedział samotnie nad butelką wódki. Na jego okrągłej i błyszczącej, jak księżyc w pełni, twarzy widać było na przemian zakłopotanie i przerażenie.

– Co będzie jak Wielki Deweloper zorientuje się, że okradam go z kasy, którą dawał na hejt i ataki na Burmistrza Mikołaja? Kantowałem go przecież w przeszłości już wiele razy … – mówił sam do siebie Gruby Mecenas, bo chyba wypita wódka rozwiązała mu język.
Myśli Grubego biegły nieubłaganie ku minionym czasom, kiedy dogadywał się po cichu z hejterskimi firmami i przedstawiał Wielkiemu do zapłaty zawyżone faktury. Firmy, za zorganizowane ataki na Burmistrza, brały w rzeczywistości mniej kasy, a nadwyżką dzieliły z Mecenasem pod stołem.
– A jak szef się zorientuje, że część w ogóle nie była potrzebna, a tylko koszty pompowałem? No, nie zacznie się teraz chyba pytać ludzi jak było? Nie przyznają się chyba? – drażliwe pytania same cisnęły się Grubemu Mecenasowi na usta. Dodał w przypływie pijackiej szczerości:
– Czasami nic nie zlecałem, a kasę na to wziąłem. Dawał kasę zawsze przeze mnie, bo przecież mi ufał… O, cholera!

Toudi – podnóżek Księciunia
Gruby Mecenas był prawa ręką Wielkiego Dewelopera i załatwiał dla niego różne ciemne interesy, nie tylko polityczne. Nigdy nie przeciwstawiał się Deweloperowi, nie kwestionował jego nawet najbardziej głupich albo chamskich poczynań. To bardzo się Wielkiemu podobało, gdyż zachowywał się jakby „zjadł wszystkie rozumy” i nie cierpiał sprzeciwu.
Dlatego łatwo było się w ten sposób wkraść w jego łaski. A ta łaska zawsze przekładała się na możliwość zarobku i kasę.
Wiedzieli to również Sfarko, Orłowski i Bokserski, których Wielki Deweloper opłaca za atakowanie i szkalowanie Burmistrza Mikołaja w intrenecie i gazetkach. Chodzi tylko o to, że mają pomóc w obaleniu Burmistrza, aby Wielki Deweloper mógł na swojej działce nad rzeką wybudować bloki. Mają tylko posłusznie wykonywać polecenia Dewelopera i Mecenasa, kłamać i szczuć na Burmistrza, a będą dla nich pieniądze. Było to szczególnie ważne dla Sfarki, który z całej hejterskiej bandy był chyba największym fajtłapą i nieudacznikiem życiowym. Z każdej normalnej i uczciwej pracy go w końcu wywalili i musiał na życie zarabiać hejtem, pisaniem paszkwili na Burmistrza na facebooku i w gazetkach.
Grubas był jednak nadzwyczajnie usłużny i spolegliwy wobec Wielkiego Dewelopera. Dosłownie biegał wokół niego w tych swoich eleganckich, ale ciasnawych bucikach, aż go nóżki bolały.
Złośliwi koledzy nazwali nawet Grubego „Toudi – podnóżek Księciunia Igthorna”, jak w bajkowym serialu o Gumisiach.

Gwóźdź w d… za pięć złotych
To wszystko wynikało z tego, że Gruby Mecenas nic tak nie kochał jak swojej kasiory. Za przysłowiowe „pięć złotych dałby sobie zardzewiały gwóźdź w d…. wbić”. I nie cofał się przed żadnym świństwem, aby tylko zarobić. Trzeba przyznać, że miał do przekrętów wręcz rodzinny talent. I kasa leciała!
Grubas uwielbiał zaglądać do szkatułki, w której trzymał pieniądze z przewałów, i przekładać banknoty tłuściutkimi palcami.
Gruby Mecenas miał jednak problem – byli nim ludzie, którzy wiedzieli o jego przekrętach i pamiętali nieobyczajne występki, których się dopuścił. Oni zawsze mogli tu i ówdzie opowiedzieć jak było, a klienci Mecenasa, nawet taki Wielki Deweloper, nie byliby z tego powodu – delikatnie mówiąc – zachwyceni. Gruby czasami sobie o tym przypomniał i wtedy pił, ale nie wyciągał wniosków. Kac trwał zwykle do następnego przekrętu czy kolejnego świństwa.
Ciąg dalszy nastąpi….
Dr Puls

 

P.S. Wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób i zdarzeń jest przypadkowe oraz niezamierzone. Opowiadanie jest wizją literacką.

Zostaw komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Loading...