Prezenty od Wielkiego Dewelopera

Opowiadania polityczne Dr. Pulsa – odcinek 9

Wielki Deweloper siedział przy choince szeroko rozparty pośrodku kanapy w wielkiej czapce Świętego Mikołaja. Wysoki biały golf wyglądał trochę jak broda. Było mu chyba zbyt ciepło, przez co sapał, a okrągłe policzki zrobiły się czerwone, więc cała facjata Wielkiego Dewelopera wyglądała z grubsza jak u Dziadka Mroza, co prawda z taniej reklamy.

– Czy byliście grzeczni w tym roku? To się okaże jak dostaniecie prezenty … – zagadnął tajemniczo z przekąsem w głosie do stojących na baczność przy kanapie Grubego Mecenasa, Sfarki, Orłowskiego i Bokserskiego, po czym dodał zwracając się do hejterskiej trójki:
– Gruby Mecenas przekazał wam już ode mnie, szybciej niż zwykle, bo na święta comiesięczne koperty z kasą za ataki i szkalowanie Burmistrza Mikołaja, ale to nie wszystko.
Wszyscy spoglądali łapczywie na worek, który leżał obok Wielkiego Dewelopera. Ten trzymał ich jeszcze trochę w pokornej pozie i niepewności, bawiąc się tą chwilą, a następnie zwrócił się najpierw do Grubego Mecenasa:
– No chodź tu Grubciu. Zobaczymy, co też tobie przyniósł Święty Mikołaj…
Gruby podszedł ochoczo do pryncypała, a ten włożył rękę do wora i wyciągając drewniane, dość duże pudełko, rzekł niskim i grubym głosem mającym naśladować Mikołaja:
– Masz tu piękną szkatułę na przechowywanie tej kasy z przekrętów, co byś już nie musiał jej kitrać w słoikach w ogrodzie, niczym zwykły rzezimieszek. Chodzisz przecież w marynarce i białej koszuli, to chyba zasługujesz na coś lepszego. Tylko dobrze ją ukryj jak już kasiorę tam załadujesz!
Na twarzy Grubego Mecenasa widać było niezadowolenie z niespodziewanego prezentu albo z tego, że Wielki Deweloper o takich tajemnicach mówi przy trójce zwykłych internetowych wyrobników, ale Gruby jak zwykle się tylko skłonił, podziękował i wrócił na swoje miejsce.
– Teraz czas na Sfarkę – powiedział Wielki Deweloper, a ten aż podskoczył z radości bliżej kanapy – Mikołaj przyniósł tobie tę ładniutką… chusteczkę.
Wielki wyciągnął z wora dużą bawełnianą różową chusteczkę w finezyjne wzorki z wyhaftowanym w rogu znakiem BS. Wręczając ją Sfarce, który stał jak wryty z rozdziawioną buzią, rzekł:
– Ciągle mi się tak żalisz i wypłakujesz w rękaw, że za mało tobie płacę za hejtowanie Burmistrza i nie masz za co żyć, więc teraz będziesz mógł przynajmniej kulturalnie wytrzeć sobie oczki i nosek, a nie w ten zafajdany rękaw.
Nie zwracając uwagi na stojącego dalej w bezruchu jak kołek Sfarkę, Wielki Deweloper zwrócił się do Bokserskiego:
– A to Święty Mikołaj zostawił dla ciebie!
– Piż…dżama…? W … paski?- wolno z niedowierzaniem zapytał Bokserski
– Nie, to nowy modny więzienny pasiak! Może się tobie przydać – odparł jak gdyby nic Wielki Deweloper. Bokserski wracał powoli na swoje miejsce kręcąc z niedowierzaniem głową. Sfarko już tam stał ze wzrokiem wlepionym w podłogę. Trochę to trwało i Orłowski zaczął się niecierpliwić. A może Dziadek Mróz o nim zapomniał?
– A ja? – zapytał nieśmiało.
– A dla ciebie mam gustowną skórzaną żółtą teczkę. Będziesz tam mógł trzymać swoje papiery, znaczy no te …dokumenty.
Cała czwórka stała teraz wyraźnie zaskoczona i skonfundowana z otrzymania osobliwych prezentów. Wieki Deweloper właśnie na to czekał. Z premedytacją wyczekał jeszcze minutę i patrząc im się po kolei w oczy, rzekł mocno i wyraźnie wypowiadając słowa:
– A zasłużyliście na inne prezenty, co? Jak obalimy Burmistrza Mikołaja i w końcu będę mógł na moich hektarach nad rzeką wybudować bloki, to i prezenty będą. Wpierw musicie się bardziej starać, kłamać, szczuć i go w końcu załatwić. Tyle mam wam do powiedzenia, zrozumiano?
Zapadła cisza. Atmosfera przestała być świąteczna. Czapka na głowie Wielkiego Dewelopera nie wyglądała już mikołajowo, a raczej cyrkowo. Raptem o tym, że jednak są święta przypomniał szarobiały kot, który od początku siedział koło choinki i czujnie się przypatrywał. Jak to w święta bywa, przemówił do nich ludzkim głosem:
– Jak tak was słucham, nie pierwszy zresztą raz, to chyba zaraz zwróci mi się ta sucha karma, co ją rano zjadłem. Przemawia przez was ludzka nienawiść, pazerność, fałsz i obłuda. My, zwierzęta, nie zachowujemy się tak podle i obrzydliwie. Przemyślcie sobie wasze uczynki i zmieńcie życie, bo dopiero za rok sobie znów pogadamy. No chyba, że tu nie wytrzymam dłużej i sobie pójdę do dobrych ludzi. Tacy jeszcze są.
Ciąg dalszy nastąpi….
Dr Puls

P.S. Wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób i zdarzeń jest przypadkowe oraz niezamierzone. Opowiadanie jest wizją literacką.

Zostaw komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Loading...