Gruby Mecenas z Wielkim Deweloperem siedzieli w pałacowym basenie i jak zwykle pili. Ciepło wody rozchodzące się po ciele powodowało, że alkohol zaczynał mocniej buzować w głowach, a przez to obaj byli bardziej wylewni i szczerzy.
– Gruby, przyznaj się, kiedy zrobiłeś pierwszy przekręt? – zagadnął nieco prowokacyjnie Wielki Deweloper.
Gruby Mecenas, który w pałacu Wielkiego Dewelopera czuł się kimś wyjątkowym i był wpatrzony w swojego pryncypała jak w obraz, odparł bez namysłu:
– W podstawówce! Obrobiłem Szkolną Kasę Oszczędności. Byłem skarbnikiem, dzieci wpłacały pieniądze, a ja je przytuliłem. Nie mogłem oprzeć się pokusie.
– I co, nie boisz się, że ktoś sobie o tym przypomni? Przecież była chyba afera? – zapytał zaintrygowany Wielki.
– Eee, przedawniło się, he he – zaśmiał się Gruby, myśląc jednak skrycie o tym, co będzie jak ktoś sobie przypomni o innych przekrętach. Nie dał jednak nic po sobie poznać i dodał buńczucznie: – A jak ktoś sobie teraz o tym przypomni i będzie za dużo gadał, to go zaszczujemy przy pomocy Sfarki, Orłowskiego i Bokserskiego. W końcu po to ich wynajmujemy, aby w ten sposób niszczyć naszych przeciwników. Mamy fejsbuka, gazetkę, weszliśmy do polityki…
Dlaczego Mecenas jest Gruby?
– Ej, to ja już wiem, dlaczego ciebie nazywają Gruby Mecenas! Gruby, bo od małego robiłeś grube przekręty – wtrącił nagle oświecony Wielki Deweloper. – Na tym się wyżarłeś i potem urósł ci ten wstrętny gruby brzuch, czyli w zasadzie jesteś podwójnie Grubym Mecenasem. Gruby dwa razy, a to dobre!
„Grube przekręty” z ust Dewelopera zabrzmiały dla Mecenasa jak komplement, natomiast „gruby brzuch”, który był powodem niemałych damsko-męskich kompleksów, Mecenas wolał pominąć milczeniem. Nie śmiał zareagować na drwiny Wielkiego Dewelopera i wrócił do swoich wspominek:
– Afera w podstawówce była, ale jakoś rozeszło się po kościach. Wtedy zrozumiałem, że jak się dobrze kombinuje, to można robić przewały i zostać bezkarnym.
– To fakt, w tym jesteś dobry! – potwierdził Wielki Deweloper – Z twoim ojcem żeśmy narobili kantów przy budowie osiedli i nic nam się nie stało, jesteśmy bezkarni.
– No bo wszystko dobrze pochowałem, a ludzie są albo kupieni albo zastraszeni. Zresztą sporo się od ojca nauczyłem – odparł z dumą Gruby Mecenas, chcąc podkreślić swoje zasługi i przydatność w oczach Wielkiego Dewelopera.
– Ehh, co były za cudowne czasy… Prawie jak prohibicja w Ameryce… – rozmarzył się Wielki Deweloper, czując się niczym rodzimy Al Capone i wypiwszy duży łyk whisky dodał ze smutkiem:
– No, ale w końcu twojemu ojcu noga się podwinęła. A przecież jest kolejna sprawa i może nawet pójdzie siedzieć. Kurcze, żeby tylko ktoś prokuratury nie zawiadomił. Tu się dla nas to Eldorado skończyło! Dlatego musimy przejąć miasto, aby tam robić nasze interesy. I tu mamy problem – ten problem nazywa się Burmistrz Mikołaj!
– Burmistrza Mikołaja nie da się ani kupić ani zastraszyć. Cieszy się poparciem mieszkańców, zniszczyć go trudno – zauważył Gruby Mecenas, świadomy marnych efektów kampanii nienawiści przeciw Burmistrzowi.
Ciemny lud wszystko kupi
– Spokojnie, ciemny lud wszystko kupi – powiedział Wielki Deweloper, cytując klasyka z telewizji. Wielki uważał, że liczy się tylko kasa i wpływy, dzięki którym wszystko można załatwić. Złowrogo podsumował cytując innego klasyka:
– Mówiłem sto razy i powtórzę raz jeszcze za Goebbelsem: „Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą”. W końcu wmówimy mieszkańcom, że burmistrz Mikołaj jest zły. Robimy swoje. Mam te cholerne hektary nad rzeką, gdzie dziś mogę sobie krowy pasać, a nie bloki budować. Do zarobienia jest dwadzieścia milionów. Obiecałem premie jak obalimy burmistrza. Jest się o co szarpać. Mikołaj nie chce mi zmienić planu, bo boi się powodzi i przyrodę chce chronić. Dlatego ta nagonka na Burmistrza musi trwać. Ten hejt w internecie, to szczucie w gazetkach, grzebanie w papierach, zbieranie haków, cała ta piękna machina pogardy. Trzeba go załatwić. W taki lub inny sposób …
– Szefie, robimy wszelkie świństwa, kłamiemy, wymyślamy co się da, obrażamy, ataki idą cały czas. Osobiście tego pilnuję! Choć to dla mnie niepolityczne, to po cichu dogadałem się nawet z działaczami Jedynie Słusznej Partii – z zapałem wymieniał Gruby Mecenas, nie wiadomo, czy z powodu nadmiaru alkoholu czy nie chcąc stracić swojego udziału w obiecanej premii, a może i udziału w przyszłych przekrętach po obaleniu Burmistrza Mikołaja.
My po pieniądze
Wtem w korytarzu koło basenu zrobiło się zamieszanie, słychać było hałas i przy wejściu pojawili się Sfarko, Orłowski i Bokserski.
– A wy co tu robicie? Kto was do diabła wpuścił?! – rzucił wyraźnie rozgniewany Wielki Deweloper, który nie zapraszał ich na pałacowe salony, co by – jak to się kiedyś mówiło – błota mu nie wnosili. Dodał szyderczo:
– Wyglądacie jak strachy na wróble, ale Halloween już minął, cukierków nie będzie!
– Ale my po wypłatę… nie mam za co żyć … – wymamrotał Sfarko, ze spuszczonym wzorkiem, miętoląc czapkę w rękach. Orłowski i Bokserki przytaknęli skinieniem głów.
– A faktycznie, zapomniałem o was. Nie wchodzić mnie tu w tych brudnych buciorach – powiedział nadal poirytowany Wielki Deweloper i rozkazał:
– Gruby, rusz tyłek i przynieść im ich dolę! Kasa jest w foliowym woreczku na stole w salonie.
Chcąc nie chcąc, Gruby Mecenas wynurzył wstydliwie na oczach wszystkich swoje cielsko z basenu, w dodatku lśniące od wody w blasku lamp, szybko zawinął się w ogromny ręcznik i wyszedł po pieniądze dla hejterskiej bojówki Wielkiego Dewelopera. W końcu brudne ataki na Burmistrza Mikołaja muszą trwać.
Ciąg dalszy nastąpi….
Dr Puls
P.S. Wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób i zdarzeń jest przypadkowe oraz niezamierzone. Opowiadanie jest wizją literacką.