Czy Sfarko zwariował?

Opowiadania polityczne Dr. Pulsa - odcinek 7

Sfarko siedział jak co dzień przed komputerem i zajmował się internetowym hejtem na Burmistrza Mikołaja, kiedy przypadkiem spojrzał w wiszące obok na ścianie lustro i zauważył, że jego nos zaczął się wydłużać jak u Pinokia. Wytrzeszczył zdumiony oczy i mruknął do siebie: – No co jest?

Przeraził się, że już tak mu zostanie i będzie chodził po mieście z tym piętnem kłamcy, ale gorsze miało dopiero nadejść. Sfarko nie mógł zapanować na swoimi rękoma i nieznana niewidzialna siła kazała mu grać na nosie, który przybrał momentalnie kształt trąbki, melodię z filmu „Głupi i głupszy”. Trwało to dobrą chwilę, aż jakiś demon pozwolił Sfarce ruszyć się z miejsca i wybiec w popłochu z domu. Biegł ulicą i nerwowo obmacywał swoją głowę, która zaczęła wracać do człekokształtnej postaci i już miał odetchnąć z ulgą, kiedy nagle zaczęły go otaczać Spiski i Układy. Demony przybrały materialną formę trolli i próbowały Sfarkę złapać diabolicznie krzycząc:
– Dlaczego tak uciekasz milutki? Kochasz nas przecież, lubisz o nas pisać. Chodź, chodź! Boisz się sprawdzić czy istniejemy?
Sfarko biegł coraz szybciej i szybciej, serce mu kołatało, mimo że Spiski i Układy zmieniały się w niegroźne bańki mydlane i zaczęły pękać jedna po drugiej, znikając na wietrze. Tego już oczywiście nie widział, gdyż za rogiem wskoczył do wielkiej piaskownicy licząc, że tam się schowa. Już myślał, że to koniec, gdy w piaskownicy zaczęły wyrastać budynki w znajomym srebrnym kolorze. Ściany otaczały Sfarkę coraz bliżej i bliżej, ściskając coraz mocniej. Niezdarnie ponawiał próby wdrapania się na skarpę piaskownicy, miotał na piachu, aby uciec z tego placu budowy, ale demoniczna piaskownica trzymała go mocno.
Nagle zobaczył pomocną dłoń i chwycił się jej kurczowo. Wyczołgawszy się w wykopu, na końcu tej ręki znalazł Działacza Jedynie Słusznej Partii. Ten stał dumny z wielkim medalem z ziemniaka na piersi i napisem „Działaczowi na zachętę”. Swoim zwyczajem fejsbukowego fotoamatora, szczerząc zęby zapytał Sfarkę: – Może zrobimy sobie selfika?
– A ten znów swoje! Lepiej zająłby się budową supła na drodze, bo nic nie robi – pomyślał Sfarko, choć głośno tego nie mówił, bo przecież był z Działaczem Jedynie Słusznej Partii w zmowie. Chciał się zapytać amatora fejsbuka, czy wie co tu się wyrabia, ale spostrzegł, że ku niemu zbliża się postać Świętego Mikołaja z twarzą Burmistrza.
Święty Mikołaj wskazując palcem na Sfarkę rzekł stanowczo: – W tym roku nie dostaniesz prezentu! Masz same złe uczynki!
Sfarko niczym skarcony pętak spuścił głowę i wymamrotał: – Czemu nie dostanę prezentu? Przecież robię wszystko, co mi tata każe i jeszcze nawet zjadam wszystkie obiadki, śmieci wynoszę …
Sfarko rzucił się znów do szaleńczej ucieczki krzycząc:
– Nie, nie! To jakiś obłęd! Kto mi pomoże, kto?
– Ja tobie nie pomogę…
– usłyszał z boku. Stał tam Bokserski w więziennym pasiaku, z kulą u nogi. W rękach trzymał łopatę, bowiem został skazany za oszustwo i dzielił czas między oglądanie walk karaluchów w celi, a kopanie rowów.
– Ale ja tak! – padło z drugiej strony. Osioł z twarzą Grubego Mecenasa przemówił ludzkim głosem: – Wskakuj na mój grzbiet, uciekniemy!
Gruby Osioł biegł wolno i ociężale ze Sfarką na grzbiecie. A spocił się przy tym okrutnie i zaczęły go boleć kopytka. Przebyli kawałek drogi, kiedy Osioł mrużąc demonicznie ślepia zagadnął: – No dobra, pomagam, ale nic za darmo. W zamian wyszorujesz dla mnie basen w pałacu Wielkiego Dewelopera. Uwielbiam się tam pluskać! A potem …
– Co?! – zapytał z niedowierzaniem Sfarko. Nie dokończył myśli, bowiem nagle nie wiadomo skąd pojawiał się na koniu Wódz Indiański w pióropuszu o twarzy Wielkiego Dewelopera. Stanął, podniósł do góry prawą dłoń i z kamienną miną rzekł indiańskim zwyczajem: – Howgh!
Po czym odjechał, tradycyjnie bez pożegnania. Bliski obłędu, rozedrgany Sfarko z cieknącym po twarzy potem biegł przez miasto ostatkiem sił powtarzając: – Co tu się dzieje? O co chodzi?
Za kolejnym rogiem dostrzegł ciepłe światło, które już z daleko zaczęło na niego działać kojąco. Zbliżył się i ujrzał niewielki budynek w miłym, spokojnym, usypiającym otoczeniu… Niczym zahipnotyzowany szedł w stronę wejścia, czuł, że popada w błogostan kojący skołatane ostatnimi przeżyciami nerwy. Już miał wejść do środka, kiedy zauważył, że budynek ma kraty w oknach i matowe szyby, zaś przez otwarte drzwi dojrzał miękkie, pluszowe obicia na ścianach. Brak też było klamki w drzwiach, w których stał uśmiechnięty Orłowski w szpitalnej pidżamie i przyjaznym, spokojnym gestem ręki zachęcał Sfarkę do wejścia do środka.
– Nieee! Ratunku! Ratunkuuu! – krzyczał Sfrako i …
… nagle wszystko prysło, a Sfarkę otoczyła ciemność i cisza nocy. Siedział na łóżku w swoim pokoju, a obok leżała mokra od potu poduszka.
– A więc to był tylko sen? – powiedział na głos Sfarko i chcąc się upewnić, że znajduje się teraz na jawie dodał głośniej: – Obudziłem się, a to mi się tylko śniło …
Bojąc się, aby nikt nie usłyszał (w końcu otaczają go Spiski i Układy…) już tylko w myślach pytał samego siebie:
– Czy ja zwariowałem? Może powinienem iść do psychiatry?
Dalej strach przed rzeczywistością był większy, więc Sfarko nawet bał się pomyśleć, że ciągły hejt i ataki w internecie na Burmistrza Mikołaja przywiodły go na skraj obłędu. Liczne kłamstwa i manipulacje Sfarki spowodowały, że zaczął tracić kontakt z rzeczywistością i już sam nie wiedział, co jest prawdą a co jest senną marą, zaś nienawiść napompowała w jego podświadomości demony. Sfarko miał obsesję na punkcie Burmistrza Mikołaja i wszystkiego co jest z nim związane. Na nieszczęście Sfarki te demony płaciły mu co miesiąc konkretną kasę za szczucie na Burmistrza. One powrócą.
Ciąg dalszy nastąpi….
Dr Puls
P.S. Wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób i zdarzeń jest przypadkowe oraz niezamierzone. Opowiadanie jest wizją literacką.

Zostaw komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.