Za sztukę czy za kilogram?

Opowiadania polityczne Dr. Pulsa - odcinek 6

Sfarko wolno chodził w kółko po pokoju. Rękę miał na temblaku, a dłoń zabandażowaną razem z nadgarstkiem. Powłóczył nogami, pociągał nosem, wyraz twarzy miał płaczliwy, co zdradzało duże problemy. Do pokoju hałaśliwe weszli Orłowski z Bokserskim, zupełnie nie szanując grobowej atmosfery.

– Co się tobie stało w rękę? – zapytał od razu Bokserski, zaś Orłowski siląc się na żart dodał:
– Przesadziłeś z używkami i miałeś bliskie spotkanie z chodnikiem?
– A ty głupi jesteś … – bezceremonialnie burknął na tę zaczepkę Sfarko – Mam poważnie nadwyrężoną dłoń, nie mogę za bardzo nią ruszać i mnie boli. Napisałem 365 pism do burmistrza Mikołaja, ostatnio 26 jednego dnia, no i wiecie… ręka nie wytrzymała, coś tam przeskoczyło i spuchła.
To mówiąc Sfarko prawie płakał, lekko pochlipując zwierzał się kompanom z szajki:
– Jak wiecie, Wielki Deweloper płaci między innymi od każdego pisma wysłanego do burmistrza, a teraz za co ja będę żył? Wcześniej miałem duży przerób, nękałem tymi pisami Mikołaja, to i kasa była… teraz nic nie napiszę, bo ręka za bardzo boli. Ledwie coś tam na fejsbuku drugą ręką nastukam w klawiaturę.
Bokserski i Orłowski dobrze wiedzieli, że Sfarko nigdzie nie pracował i żył z tego, co dostał w kopercie od Wielkiego Dewelopera, toteż dotarła do nich myśl, że to niewesoła sytuacja.
– Fakt, pisałeś te pisma na akord, całymi setkami, jak prawdziwy stachanowiec! Ty nasz przodowniku – zauważył Bokserski chcąc w niedoli pochwalić iście bolszewicki zapał Sfarki, co wzbudzało jednak cichą zazdrość kompanów.
Sfarko jechał bowiem „po bandzie” i każdą sprawę dzielił na kilka pism do burmistrza, aby wyciągnąć więcej kasy od Wielkiego Dewelopera. Sponsor zapewne o tym wiedział, ale przymykał oko. Utrzymywanie hejterów nie stanowiło bowiem dla niego problemu, biorąc pod uwagę spodziewane wielkie zyski z zagospodarowania terenu na rzeką.
Wielki Deweloper często im przypominał, że najważniejsze jest zrobienie zamachu na burmistrza Mikołaja, oplucie, kłamanie i oczernianie, aby go zniszczyć, gdyż do zarobienia jest 20 milionów. Oczywiście, jak nad rzeką powstaną bloki. Ponieważ burmistrz planu nie chce zmienić, bo tam grozi powódź, dlatego trzeba się go pozbyć każdymi metodami, a pieniądze nie grają roli. Wielki wierzył w moc swojej kasiory i że wszystko można kupić, dlatego nie żałował kasy na ataki w internecie i gazetkę. Zresztą Wielki Deweloper miał dość pogardliwy stosunek do Sfarki, Orłowskiego i Bokserskiego, których uważał za wyrobników wynajętych do brudnej roboty. Nie zapraszał ich nawet do swojego pałacu. Tam wstęp miał – jak wiemy – tylko Gruby Mecenas, miłośnik odchudzającego basenu.
Orłowski, ponownie chcąc swoim dowcipem poprawić humor w szajce, powiedział wyraźnie z siebie zadowolony:
– To może niech nasz szef płaci nie za sztukę pisma, a od kilograma pism. Tak jak za taką wyjątkową makulaturę!
Faktycznie, cała ta pisanina Sfarki i reszty była zwykłą, niewiele wartą makulaturą, ale niebezpiecznie było o tym choćby w żartach wspominać, bo a nuż Wielki Deweloper usłyszy…. i zapłaci 13 groszy za kilogram.
– Ty, weź się dziś puknij w łeb z tymi swoimi ciężkimi żartami – powiedział do Orłowskiego zrezygnowany Sfarko, który wtedy zapewne nie miałby z czego żyć i musiałby pójść do uczciwej roboty albo zacząć samemu zbierać makulaturę i puszki.
– Zamiast pajacować to byście pomogli. Możecie zamiast mnie pisać, a ja się tylko podpiszę – zaproponował Sfarko badawczo patrząc na Orłowskiego i Bokserskiego.
Od dłuższego już czasu ćwiczył to z Grubym Mecenasem, co prawda z innego powodu. Gruby, jako stary cwaniak, bał się pod czymś podpisać. Na polecenie Wielkiego Dewelopera pisał co prawda pisma do burmistrza, ale przynosił Sfarce do podpisu i do wysłania. Podobnie było z fejsbukiem. Gruby po pierwsze wstydził się tych bzdur, a po drugie wiedział, że gdyby to on się podpisywał, ludzie by się z niego śmiali i uznali za wariata. A kto zechce powierzyć sprawę mecenasowi-wariatowi? Dlatego Sfarko był do tego idealny.
Orłowski i Bokserski widzieli to jednak inaczej.
– Ej, przeginasz! Mamy za ciebie pisać, a ty kasę zgarniesz? – powiedział podniesionym głosem poruszony Orłowski. Naburmuszony Bokserski dodał:
– Frajerów na kajak szukasz? Masz drugą rękę zdrową.
Przy wódeczce zbójecka solidarność była większa, niż na trzeźwo… Kompani zaczęli się ostro targować. W końcu każdy robił to dla pieniędzy, na zewnątrz tylko udając, że działają społecznie w słusznej sprawie.
Po wielu przekleństwach i przepychankach ustalili, że pomysł i podpis będzie Sfarki, a reszta będzie pisała dla niego, zaś kasą się podzielą po równo do czasu, aż ręka wyzdrowieje. W końcu hejt na burmistrza Mikołaja musi cały czas trwać, zgodnie z oczekiwaniami Wielkiego Dewelopera.

Ciąg dalszy nastąpi….

Dr Puls

P.S. Wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób i zdarzeń jest przypadkowe oraz niezamierzone. Opowiadanie jest wizją literacką.

Dr. Pulsa i inne materiały zamieszczane w „Pulsie Wejherowa” znajdziecie na: www.pulswejherowa.pl gdzie zamieszczamy m.in. archiwalne wydania
Zostaw komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.