Jedynemu sportowcowi rodem z Wejherowa, który wystartował w olimpijskim maratonie, nie udało się ukończyć biegu. Po przebiegnięciu ponad 30 kilometrów, Marcin Chabowski musiał zejść z trasy z powodu odnowionego urazu ścięgna Achillesa.
To był ostatni dzień Tokijskiej Olimpiady, gdy na start do biegu maratońskiego ustawili się biegacze z całego Świata. Wśród nich była trójka z Polski: Marcin Chabowski, Adam Nowicki i Arkadiusz Gardzielewski.
Naszemu reprezentantowi wreszcie udało się zdobyć olimpijski paszport w biegu maratońskim na lotnisku w holenderskim Enschede. Wiele miesięcy treningów, m.in. w ekstremalnych warunkach Afryki poszło na marne. W trakcie biegu treningowego w Tokio „odezwało” się ścięgno Achillesa i nie dało o sobie zapomnieć przez cały bieg. Jak wspomina przebieg maratonu M. Chabowski, ścięgno wytrzymało 10 kilometrów, a potem było już tylko gorzej. Od 20 kilometrach bieg przypominał raczej trucht, a po 30 kilometrach już nie dało się nawet iść… Szkoda.