Idę tam, gdzie wiedzie mnie pasja

Rozmowa z dr Aleksandrą Kurowską-Susdorf, adiunktem na Wydziale Nauk Humanistycznych i Społecznych Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni, autorką nagrodzonej książki pt. „Oswoić śmierć. Edukacyjny potencjał kaszubskich rytuałów pogrzebowych” oraz wielu artykułów, realizatorką projektów edukacyjnych, nauczycielką w Społecznej Szkole Podstawowej nr 1 w Wejherowie, mieszkanką Luzina.

 

– Pani pracę naukową oraz działalność literacką, której owocem jest książka, łączy temat obrzędów pośmiertnych na Kaszubach. W marcu br. podczas pierwszej ogólnopolskiej konferencji „Życie Śmierć” wygłosiła Pani wykład „Gdy odchodzisz duszo. Edukacyjny potencjał rytuałów pogrzebowych w doświadczeniu dziecka-dorosłego. Kontekst kaszubski”.
– W badaniach naukowych skupiam się na praktyce społecznej Kaszubów w obszarze religijno-rytualnym, związanej z tradycjami pogrzebowymi. Na Kaszubach proces odchodzenia i żegnania zmarłego był dosyć długi. Przez kilka dni bliscy i znajomi spotykali się na różańcu, obrzędzie pustej nocy, na pogrzebie, stypie, co dawało czas żałobnikom, aby wybrzmiały wszystkie emocje. Swoją wartość edukacyjną miała również bliskość i więź osób uczestniczących w obrzędach, przepływ emocji i wartości oraz wspólne śpiewanie, które wielu osobom dawało ukojenie. Śpiewy pustonocne mają wielką moc, po pierwsze śpiewając człowiek musi oddychać, a samo to jest trudne w obliczu bolesnej straty. To pierwszy krok ku stabilizacji. Dzisiaj wiele rytuałów uległo redukcji, dodatkowo pandemia zmieniła wiele w samej organizacji pogrzebu. Potrzeba nam namysłu nad nowymi formami żegnania zmarłych, z poszanowaniem tradycji, ale i otwarciem na zmiany.

– Rozumiem, że okres pożegnania bliskiej osoby wiązał się z określonym postępowaniem?
– Tak, ten czas wiązał się z wieloma rytuałami. To czas magiczny, zawieszenie między profanum a sacrum. W domu zmarłego od śmierci do pogrzebu zatrzymywano zegar, zasłaniano lustra, przewracano stołek, na którym siadywał za życia. Duch mógł odejść ostatecznie w momencie, gdy rzucono garści ziemi na trumnę. Ten akt był symbolem pogodzenia się z odejściem bliskiej osoby. Rytuały odgrywały i nadal odgrywają w wielu miejscach na Kaszubach bardzo ważną rolę.
Przestawiam w książce również bardzo ciekawe wierzenia dotyczące zmarłych, opowieści pełne duchów i magicznych zabiegów. Żałoba ma różne obszary, od samej próby przetrwania w nowej, bolesnej rzeczywistości, w której nie ma już osoby ukochanej, poprzez adaptację i zmianę relacji z żywy-żywy na żywy-umarły. Ta relacja trwa nadal, żałoba to proces, w czasie którego oswajamy się, że święta, urodziny, nadejście wiosny czy wakacje są już inne. Czas na budowanie nowych znaczeń jest bardzo potrzebny. Pielęgnowanie tej relacji poprzez wspominanie, opowiadanie o zmarłym, modlitwę czy odwiedzanie cmentarza jest bliski Kaszubom.

– Dlaczego w swojej książce pisze Pani o edukacyjnym potencjale kaszubskich rytuałów pogrzebowych?
– W wielu domach, rodzinach panowało i nadal panuje silne przekonanie, że duch nie odchodzi od razu, że jest z nami przez jakiś czas. Trzeba mu pozwolić przejść wszystkie etapy odchodzenia. Z opowieści narratorów z Parchowa, Stążek, Pomieczyna, Luzina i okolic wynika, iż silna wiara w ducha, który może dawać znaki nie jest jednak zjawiskiem przerażającym, ale naturalnym, nawet dla dzieci. Życie na co dzień blisko natury pozwalało oswoić się ze śmiercią.
Dawniej dzieci brały udział w obrzędach pogrzebowych, musiały się pożegnać ze zmarłym członkiem rodziny, stały przy trumnie. W książce przytaczam wspomnienia narratorów, którzy jako dzieci wykonywali bardzo ciekawe czynności pomagając w organizacji pustej nocy. Rytuały pomagały poradzić sobie z sytuacją odejścia bliskiej osoby, a także edukowały do śmierci poprzez aktywny udział w nich zarówno dzieci jak i dorosłych. Zdjęcie na okładce mojej książki pokazuje dziecko, uchylające wieko trumny ponieważ dzieci w naturalny, pierwotny sposób są ciekawe, chcą dowiedzieć się więcej m.in. na temat śmierci.
– Dlaczego młoda mama, a zarazem pogodna, pełna energii kobieta zajęła się poważnym, żeby nie powiedzieć smutnym i przygnębiającym tematem?
– Śmierć jest naturalnym procesem, związanym z życiem, a odchodzenie i pożegnanie z bliskimi jest ważnym wydarzeniem w życiu każdego z nas. Ten temat zasługuje na szersze opracowanie. Uważam, że edukacja o śmierci to tak naprawdę nauka o życiu, w którym śmierć ma swoje miejsce. Wbrew powszechnym przekonaniom, myślenie o śmierci ponagla do celebrowania życia. Motywuje do ciągłego stawiania sobie pytań o jakość życia, wartości i cel naszych dążeń.
W dzieciństwie mieszkałam w Wejherowie Śmiechowie w sąsiedztwie cmentarza. Na co dzień nie mówiło się o śmierci, ale ona była tuż obok, za płotem. Mój wujek zajmował się nagrobkami, czasem pomagałam dziadkowi robić domowym sposobem znicze. Moja babcia Elżbieta Dawidowska, dziś już 92-letnia, od zawsze prowadziła różańce przed pogrzebem w domach i kaplicy, a ja często jej towarzyszyłam. Jako mężatka zamieszkałam w Luzinie i okazało się, że najbliżsi sąsiedzi prowadzą zakład pogrzebowy. Śmiałam się, że to nie może być przypadek…

– Obrzędy i rytuały pogrzebowe to z pewnością interesujący temat. Domyślam się jednak, że zbieranie materiałów na ten temat nie było łatwe.
– Badania naukowe i zbieranie materiałów trwały długo, rozpoczęłam je w 2010 roku na Uniwersytecie Gdańskim na Wydziale Pedagogiki. Nikt się tam nie zajmował taką tematyką, nie było też w tym czasie specjalnego zainteresowania tematem. W poszukiwaniu informacji o obrzędach pogrzebowych jeździłam do Niemiec, Wielkiej Brytanii, do Rumunii, do Stanów Zjednoczonych. Wiele razy spotykałam się ze zdziwieniem i pytaniami, czemu się tym zajmuję, a także z niechęcią do rozmów. Wielu ludzi obawia się rozmowy na temat śmierci.
W pracy badawczej zatoczyłam koło i wróciłam na Kaszuby, gdzie nikt się nie dziwił i nie oceniał moich zainteresowań negatywnie. Kaszubi jako pierwsi przyjmowali moje pytania naturalnie. O śmierci myśleli i rozmawiali jako o koniecznym elemencie życie. Chętnie opowiadali o duchach i ceremoniach pogrzebowych, w których często brali udział już jako dzieci.

– Z Kaszubami rozmawiała Pani również w dalekiej Kanadzie.
– Owszem, w kanadyjskim mieście Wilno odwiedziłam potomków emigrantów z Kaszub, ciekawa, czy znają i kultywują obrzędy swoich przodków. Niektórzy wspominali puste noce, w których uczestniczyli jako dzieci. W Muzeum Dziedzictwa Kaszubskiego i Polskiego w Wilnie wspólnie zorganizowaliśmy rekonstrukcję pustej nocy. To wspaniali ludzie, którzy kochają język i tradycje kaszubskie.
Dwa lata później na konferencji w Atlancie zaprezentowałam referat o pustych nocach, celebrowanych wśród Kaszubów zarówno w Polsce, jak i Kanadzie, a za promowanie tej wiedzy otrzymałam nagrodę Stowarzyszenia Polsko-Amerykańskich Historyków.

– Efektem Pani pracy była nie tylko książka, wydana w 2019 roku.
– Tak, zanim się ukazała się, w 2017 roku na Uniwersytecie Gdańskim obroniłam z wyróżnieniem pracę doktorską pt. „Miejsce śmierci w nowoczesnym życiu, a edukacyjny potencjał kaszubskich rytuałów okołopogrzebowych”. Miałam wielkie szczęście, ponieważ moja promotor, profesor Maria Mendel to otwarta osoba, która zauważyła w tym temacie potencjał badawczy.
Dzięki wsparciu kilku instytucji udało się wydać książkę w PWN. Bardzo pomogła mi w tym Akademia Marynarki Wojennej, współwydawca, którym jest wejherowskie Muzeum Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubsko-Pomorskiej oraz samorząd Powiatu Wejherowskiego. Efekty widzę również dzisiaj. Ostatnio zostałam zaproszona do kolektywu Instytutu Dobrej Śmierci, którego tworzą naukowcy, artyści i medycy. Jest to wyraźny sygnał, że w Polsce rodzi się potrzeba wrażliwego rozmawiania o śmierci i umieraniu również interdyscyplinarnie, na coraz szerszą skalę.

– Z kolei w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Wejherowie w ub. roku odebrała Pani wyróżnienie w konkursie o nagrodę „Gryfa Literackiego”.
– Bardzo się cieszę się, że doceniono moją pracę, że książka spodobała się jurorom. Zainteresowała również czytelników, ponieważ cały nakład wydawnictwa został już sprzedany. Jeszcze w tym miesiącu (w maju br.) planowane jest wznowienie mojej książki, nagrodzonej także na XX Kościerskich Targach Książki Kaszubskiej i Pomorskiej „Costerina 2019”. W rozstrzygniętym tam Konkursie Literatury Kaszubskiej zajęłam drugie miejsce.
– Ludowe obrzędy pogrzebowe to nie jedyne Pani zainteresowania. W monografii „Emigracja Kaszubska. Zjawisko, ludzie, ośrodki” znalazły się dwa interesujące artykuły Pani autorstwa. Współtworzyła Pani również pierwszą tego typu w Polsce, bardzo ciekawą wystawę o Kaszubach z Jones Island, prezentowaną w Muzeum Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubsko-Pomorskiej w Wejherowie w 2018 roku.
– Zajmuję się szeroko rozumianą pedagogiką pamięci i miejsca na przykładzie podróży genealogicznych Kaszubów z Kanady i USA do Polski oraz Danzingerów na Pomorze. Zagadnienia związane z emigracją Kaszubów za ocean czy złożonej historii międzywojennej Wolnego Miasta Gdańsk znacząco wzbogaca obszar edukacji regionalnej. Wystawa to również owoc wyjazdu na konferencję do USA, nawiązanie współpracy z biblioteką w Milwaukee, która udostępniła niezwykłe fotografie kaszubskich osadników z okolic jeziora Michigan.

– Jakby tego wszystkiego było mało uczy Pani języka angielskiego w wejherowskiej Społecznej Szkole Podstawowej nr 1, a poza tym jest Pani przewodnikiem turystycznym.
– Poza pracą naukową uwielbiam uczyć języków obcych oraz jako przewodnik oprowadzać po Gdańsku i Kaszubach. Miałabym trudność jednoznacznie określić, kim jestem zawodowo. Bywam naukowcem, nauczycielem i przewodnikiem – idę tam, gdzie wiedzie mnie pasja. Największą nagrodą jest możliwość poznawania nowych ludzi i miejsc.
Praca w Społecznej Szkole w Wejherowie daje mi dużo radości, bardzo cenię sobie otwartość i serdeczność kadry oraz spontaniczność naszych uczniów.

– Jako nauczycielka realizowała Pani projekty edukacyjne, za co w 2015 roku została nominowana do nagrody Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji EDUinspirator. Jakie to były projekty?
– Koordynowałam projekty w ramach programów Comenius oraz „Młodzież w działaniu”, działałam na rzecz edukacji wielokulturowej w ramach autorskiego programu „Ciekawi siebie” we współpracy z Uniwersytetem Gdańskim. Zrealizowałam też projekt Seven Colors in the Unique Heart, który promuje edukację międzykulturową, ideę równości oraz zagadnienia związane z prawami człowieka. Byłam pomysłodawcą i koordynatorem projektu Uniwersytetu Gdańskiego „Odpominanie Gdańska”, związanym z badaniami „Tożsamość gdańszczan – budowanie na (nie)pamięci” pod kierunkiem prof. Marii Mendel. Uczestniczyli w nim gimnazjaliści z naszego powiatu, z Wejherowa i z Rumi. Za ten projekt zostaliśmy odznaczeni prestiżową nagrodą – Medalem Uniwersytetu Gdańskiego.

– Nie możemy zapomnieć o jednej z najważniejszych, o ile nie najważniejszej roli. Jest Pani mamą trójki uroczych dzieci. Proszę o kilka słów na temat rodziny. Jak spędzacie razem wolny czas?
– Najstarszy syn Tymon niedługo skończy jedenaście lat, młodszy Dominik osiem, a córeczka Julcia skończyła roczek. Mój mąż Sebastian, z którym znamy się od czasów licealnych, dzielnie i z dużą dozą cierpliwości znosi moje nowe pomysły na wakacyjne czy weekendowe wypady. Trudno mi usiedzieć na miejscu. Cieszę się, że podróże to nasza wspólna pasja.
W każdej wolnej chwili ruszamy rodzinnie kamperem w świat – ten bliski lokalny i daleki. W głębi duszy jestem opowiadaczem i straszną gadułą, więc moja rodzina wciągana jest w niezliczoną ilość opowieści. Włóczymy się po Kaszubach, ostatnio oprowadzałam moje dzieci po wejherowskiej Kalwarii. Praktycznie nie ma wycieczki, podczas której nie odwiedzilibyśmy jakiegoś starego cmentarza. Wyszukiwanie opuszczonych miejsc czy ruin kościołów to jedna z naszych nowych pasji.
Tegorocznym owocem lokalnych, rodzinnych spacerów jest zajęcie pierwszego miejsca w konkursie „Spacerownik rodzinny” zorganizowanym przez Muzeum Historii Polski. Stworzyliśmy trasę wycieczki po Luzinie w oparciu o wspomnienia naszej babci. Trasa dotyczy Marszu Śmierci, wiedzie przez najważniejsze miejsca w Luzinie i dodatkowo opowiada o bohaterach, którzy narażając życie udzielali więźniom pomocy.

– Gratuluję bardzo całej rodzinie i dziękuję za rozmowę.
Anna Kuczmarska

1 komentarz
  1. Barbara mówi

    Brawo Ola! Taka Koleżanka po fachu przewodnickim to bogactwo społeczne

Zostaw komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Loading...