Nie chcę być tylko nauczycielem…

Rozmowa z Edytą Łysakowską-Sobiczewską, nauczycielką języka polskiego, opiekunką Teatru „Prawie Lucki” i organizatorką wielu wydarzeń kulturalnych i artystycznych w I Liceum Ogólnokształcącym im. Króla Jana III Sobieskiego w Wejherowie.

 

– Jest Pani polonistką w wejherowskim liceum, gdzie prowadzi Pani grupę teatralną. Jednak działalność artystyczną z młodzieżą rozpoczęła Pani w innej szkole.
– Zanim powróciłam do „mojego” liceum, pracowałam w SP nr 11 w Wejherowie. Tam stawiałam pierwsze kroki pod okiem znakomitych, pełnych dobrych rad nauczycieli: Czesławy Wajcowicz, Wojciecha Wiżyn-Jastrzębskiego, Ireny Litwic. Jako dyrektorzy budujący szkołę od podstaw, dbali o bardzo dobrą atmosferę do pracy, a dzięki ich otwartości mogłam realizować pomysły artystyczne: spotkania z poezją, programy poetycko-muzyczne oraz parateatralne, czego efektem było koło teatralno-kabaretowe „Wiertarka”. W szkole nie brakowało wspaniałych, kreatywnych uczniów i źródeł inspiracji.

– Od kiedy pracuje Pani w „Sobieskim” i jak powstał słynny Teatr „Prawie Lucki”?
– Do „Sobieskiego” wróciłam jako nauczyciel w 1985 r. Organizowałam eliminacje Ogólnopolskiego Konkursu Recytatorskiego (wówczas bardzo popularnego), tworzyłam programy artystyczne, prowadziłam z młodzieżą gazetkę „Świt”, opiekowałam się talentami literackimi. Myśl o stworzeniu grupy teatralnej towarzyszyła mi cały czas, wszak wyrosłam w atmosferze teatru, jaką tworzyli nauczyciele tej szkoły od wielu lat, ale w szkole działał znakomity teatr „Stara ciemnia” prowadzony przez nauczyciela fizyki – Marka Jasińskiego, więc skupiłam uwagę na poezji i teatrze jednego aktora. Praca z młodymi, wrażliwymi, pełnymi zapału ludźmi dodawała skrzydeł. Gdy M. Jasiński zrezygnował z pracy w liceum, pozostawił mi „ciemnię” – miejsce prób i kameralnych spektakli jego zespołu. Wtedy też pojawiła się grupa uczniów SP nr11 – wychowanków p. Romy Leśniowskiej, którzy chcieli mieć „swój” teatr. Tak się zaczęło i trwa do dziś. Teatr „Prawie Lucki” (nazwa związana jest z Lucjanem Romankiem, który zdobył wiele nagród w konkursach, a pozostali byli „prawie” tak dobrzy jak on) będzie obchodzić swoje 24. urodziny we wrześniu tego roku, a ja 42. urodziny pracy zawodowej.

– Skąd wzięło się Pani zainteresowanie teatrem? Czy ma Pani ulubionych autorów?
– Chęć grania mamy w sobie od dziecka, wszak lubimy się wcielać w role dorosłych i odgrywać różne scenki. Potem, jeśli szkoła stwarza taką możliwość, zapisujemy się do teatrzyków, a jeszcze później realizujemy zainteresowania w dorosłym życiu. W SP nr 8, gdzie rozpoczynałam edukację, nie było teatru, ale były akademie „ku czci”, konkursy recytatorskie oraz jedna lekcja oparta na prezentacjach „Balladyny” (do dziś pamiętam swój tekst), więc jakoś mogłam się realizować. Miłością do poezji zaraziła mnie siostra – świetna recytatorka.
W liceum koło teatralne prowadziła pani Teresa Karwowska, która nie tylko zachęcała do studiowania poezji nowoczesnej, ale zabierała nas do teatrów trójmiejskich. A czas studiów to możliwość obcowania z teatrem i oglądania wspaniałych ról Haliny Winiarskiej czy Jerzego Kiszkisa.
Sądzę, że teatr zawsze przyciągał moją uwagę atmosferą tajemnicy (co jest tam za kotarą?), nastrojem, możliwością wtapianie się w świat bohaterów spektaklu, przeżywania ich problemów, smutków i radości.
Pyta Pani o ulubionego autora. Oczywiście, Tadeusz Różewicz. Większość naszych spektakli była oparta na utworach duchowego Mistrza. Naszą „zbiorową” miłość do Różewicza podziela dr Joanna Lisiewicz – autorka artykułów na temat jego twórczości, która nie raz gościła w naszym liceum. Dzięki niej nawiązaliśmy korespondencję z owym „sumieniem epoki” i otrzymaliśmy tomik poezji z autografem autora. Dzięki Niej występowaliśmy w Radomsku na „Różewicz Open Festiwal”. To było spore przeżycie.

– Czy młodzież chętnie angażuje się w działalność teatralną, czy trzeba namawiać uczniów do sprawdzenia swoich umiejętności na scenie?
– Do naszego teatru przychodzą ci, którzy już występowali lub dopiero rozpoczynają swą „karierę” teatralną. Co roku pojawiają nowi, ale pozostaje tylko część z nich – wierni sympatycy spotkań w „ciemni”, gdzie prowadzi się rozmowy o sacrum (spektakl, literatura) i profanum (wszystkie nasze dzienne sprawy). Są i tacy, którym nie odpowiada brak mój sposób prowadzenia teatru. Tworzymy, spieramy się, szukamy wspólnych rozwiązań.
Z chęcią występowania też jest różnie. Niektórzy na scenie czują się chyba lepiej niż w życiu, inni wolą sceny zbiorowe, kiedy mogą ukryć się „w tłumie”. Jeszcze inni wybierają przygotowanie scenografii lub prowadzenie kroniki (w tym świetna była Zosia Frankowska – dziś znana ilustratorka książek). Problemem jest nieobecność na zajęciach, szczególnie wtedy, gdy występ tuż tuż. Współczesny młody człowiek ma kilka zajęć dodatkowych i nie może/nie umie skupić się na jednej pasji.

– Czy niektórzy z Pani podopiecznych związali się z aktorstwem i teatrem na dłużej?
– Kilkoro uczniów wybrało szkoły aktorskie, ale nie wszyscy w nich pozostali. „Naszym” aktorem jest Wojciech Romańczyk, związany z Lubuskim Teatrem, Sandra Drzymalska, Konrad Stein oraz Kinga Bobkowska. Szkołę aktorską porzucił świetnie się zapowiadający Kajetan Gołębiewski. Spośród wymienionych absolwentów najwięcej sukcesów na swym koncie ma Sandra (nagrody na festiwalach polskich i międzynarodowych, bardzo dobre role filmowe). Konrad i Kinga grali w kilku filmach i spektaklach, ale dopiero rozpoczynają karierę, więc tylko im życzyć spełnienia marzeń o „graniu Hamleta”.

– Jest Pani współorganizatorką Ogólnopolskiego Przeglądu Małych Form Teatralnych im. Adama Luterka w Wejherowie. Proszę powiedzieć kilka zdań o tym konkursie oraz o pani roli w tym wydarzeniu.
– To moje ukochane „dziecko”. Było już 15 ogólnopolskich edycji OPMFT „Luterek”, a w sumie 21, gdy dodamy 6 spotkań powiatowych. Pomysł organizacji przeglądu narodził się w 1998 r. i od razu spotkał się ze wsparciem kolejnych dyrektorów mojej szkoły (Stefana Gruby, Bożeny Conradi, Katarzyny Bojke), dyrektorów WCK (do 2006 r. Radek Kamiński, obecnie Jolanta Rożyńska) oraz przedstawicieli stowarzyszeń. Nieoceniona jest współpraca z polonistkami: Beatą Płotką i Jolantą Piastowską, które zawsze służyły pomocą przy organizacji przeglądu. Gdyby wymieniać wszystkich zaangażowanych w istnienie przeglądu, wspierających nas finansowo (Starostwo Powiatowe, Urząd Miasta, Stowarzyszenie Absolwentów LO „Sobieski”) i duchowo, nie starczyłoby miejsca w gazecie. Cieszymy się także sympatią byłych aktorów prof. Adama Luterka, którzy przychodzą na spektakle konkursowe albo wraz z nami czytają „narodowo” polską literaturę.
Nasze przeglądy teatralne to okazja dla młodych do zaprezentowania swych umiejętności i talentów, to miejsce spotkań z ludźmi teatru (aktorami, reżyserami, piosenkarzami), czas wymiany doświadczeń i twórczych rozmów na temat literatury, a także długotrwałych przyjaźni. Organizacja całości wymaga ogromnego zaangażowania, a ciężar odpowiedzialności spoczywa w dużej mierze na zespole Wejherowskiego Centrum Kultury, gdzie odbywają się prezentacje i inne wydarzenia.
– Jakie inne wydarzenia w szkole Pani organizuje? Wiem, że jest m.in. Narodowe Czytanie polskiej literatury. Czy coś jeszcze?
– Lubię organizować coś, co służy uatrakcyjnieniu procesu nauczania. Stąd m.in. tworzone wraz WCK grudniowe Konferencje Literackie czy wspomniane „Narodowe Czytanie”, w którym biorą udział przedstawiciele władz samorządowych, nauczyciele, uczniowie/absolwenci szkoły i ich rodzice.
Co roku uroczyście obchodzimy Międzynarodowy Dzień Teatru, zapraszając zespoły teatralne do prezentacji spektakli i do udziału w warsztatach aktorskich w ramach Wiosennych Spotkań z Teatrem. Od roku 2019 w szkole odbywają się Koncerty „Ku dobru”. Pierwsza edycja była związana z tragiczną
śmiercią prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Chcieliśmy przeciwstawić się złu muzyką i poezją. Rok później zorganizowaliśmy koncert z okazji finału WOŚP, a także aukcję prac uczniowskich, rzeczy podarowanych przez rodziców i przyjaciół szkoły. Efekt przerósł nasze oczekiwania. W tym roku była wersja onlinowa (nad całością czuwali: Ada Klinkosz i Maciej Bartecki).
Od trzech lat organizujemy konferencje poświęcone obchodom Dnia Języka Ojczystego. Wszystkie przedsięwzięcia, co podkreślam z całą mocą, są efektem wspólnej pracy wielu ludzi, bez pomocy których w ogóle nie ujrzałyby światła dziennego.

– Jest Pani inicjatorką konkursu „Otwieranie okna” (piszemy o nim szerzej na tej samej stronie), który upamiętni postać Mirosława Odynieckiego. Skąd taki pomysł?
– Mirek był nietuzinkowym człowiekiem z nietuzinkową żoną u boku (też aktorka teatru prof. A. Luterka). Chciałabym ocalić od zapomnienia wejherowskiego poetę, redaktora, organizatora konkursów poetyckich, spotkań kabaretowych oraz spotkań grup rockowych. Mirek był redaktorem „Panoramy Powiatu” i chętnie drukował wiersze młodych ludzi, zachęcał do pracy twórczej, sprawował nad nimi opiekę. Zawsze pisał o osiągnięciach i działaniach naszego teatru. Pomógł naszym młodym poetom w wydaniu tomików wierszy „Ogródek sztuk”. Bywał na konferencjach literackich, przeglądach teatralnych, spotkaniach autorskich. Zasiadał w jury konkursów literackich i recytatorskich. Wraz z Barbarą Malawską opracowałam regulamin konkursu, Starostwo Powiatowe pozytywnie zaopiniowało wniosek o dofinansowanie. Do organizacji włącza się także Powiatowa Biblioteka.
– Co interesuje Panią poza teatrem, jak Pani lubi spędzać wolny czas?
– Oczywiście, szkoła, ale nie ta onlinowa.:). Dlaczego? Na wybór zawodu w naszej rodzinie (siostra – rusycystka/ anglistka, dzieci poszły w jej ślady) miały chyba wpływ geny – dziadek był kierownikiem szkoły w Strzepczu. A praca z młodzieżą to aktywność, myślenie, konstruktywne sprzeczanie się. Wolny czas? Jego smak poznaje polonista w czasie wakacji, w ciągu roku szkolnego najczęściej sprawdza prace, ale zawsze znajdzie się czas na wyjście do teatru lub kina , udział w koncertach (jak dobrze, że mamy Filharmonię!), spotkania z przyjaciółmi przy ognisku i dźwiękach gitary (banał, ale dla pokolenia ludzi, które chodziło na rajdy, jeździło na biwaki, to ważna część życia).

– Czy jest Pani wejherowianką od urodzenia? Czy lubi Pani swoje miasto?
– Tu się urodziłam i tu żyję. Moje miasto jest coraz ładniejsze, z dumą pokazuję gościom najpiękniejsze miejsca. Z Wejherowem przede wszystkim łączą mnie ludzie tu mieszkający: rodzice (kiedyś), obecna rodzina, przyjaciele. Tu miały miejsce najważniejsze w życiu wydarzenia: ślub i narodziny syna Jakuba z „artystyczną duszą”.

– Czy, patrząc z perspektywy tych 42 lat pracy, może pani powiedzieć, że warto było poświęcać tyle czasu młodzieży?
– Zdecydowanie tak, mimo chwil zniechęcenia, szczególnie w dzisiejszych czasach. Tyle lat pracy z tak kreatywnymi ludźmi to balsam dla duszy nauczyciela, piękne wspomnienia i możliwość obserwowania dalszych losów ich życia.
Z okazji 20-lecia naszego teatru zjawiło się sporo „Lucków”. Teraz to nauczyciele, lekarze, ekonomiści, filmowcy, księża. Każdy z nich zostawił jaką cząstkę siebie w szkole, w „ciemni” i każdy z nich niesie dobre wspomnienia.
Uczeń jest potrzebny nauczycielowi do życia. Bez niego szkoła by nie istniała (współcześni uczniowie bez niej może tak). Nie chciałabym być tylko nauczycielem, ale towarzyszem podróży, którego uczeń zapyta o drogę. Kiedyś otrzymałam książkę z krótką dedykacją „Szukaliśmy przewodnika, znaleźliśmy Panią” i to jeden z największych komplementów, jaki może usłyszeć nauczyciel.
– Dziękuję za rozmowę.

Zostaw komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.