W Wejherowie ruszyła maszyna pogardy

Ataki i oszczerstwa wobec Prezydenta Miasta

Rozmowa z WOJCIECHEM KOZŁOWSKIM, Wiceprzewodniczącym Rady Miasta Wejherowa.

 

– Panie Przewodniczący, wielu Czytelników podzieliło się z redakcją spostrzeżeniami, że w ostatnich miesiącach obserwują nasilone przepychanki polityczne w Wejherowie. Jak Pan to skomentuje?
Wojciech Kozłowski:
– To prawda. W Wejherowie powstały specjalne strony w internecie i gazetki, poświęcone wyłącznie agresywnym atakom na prezydenta Krzysztofa Hildebrandta i jego współpracowników. Jest to zorganizowana akcja. Nie są to w mojej ocenie źródła informacji, które mogą się przysłużyć konstruktywnej dyskusji prowadzonej przez wejherowską społeczność. Prezentowany jest w nich wysoce tendencyjny i skrzywiony obraz rzeczywistości. Można zauważyć, że ich autorzy za jedyny cel obrali sobie krytykowanie działań i decyzji miasta. Aby się uwiarygodnić wykorzystują różne dane i dokumenty, ale są one prezentowane wybiórczo i wyrwane z kontekstu.
Pytania od mieszkańców dowodzą tego, że dostrzegają oni, iż mamy do czynienia z manipulacjami, pomówieniami, oszczerstwami i zwykłą nieprawdą. Wiele osób uważa, że chodzi o obrażanie i szkalowanie prezydenta Krzysztofa Hildebrandta oraz jego współpracowników. Ludzie zauważyli, że to zorganizowany hejt i nagonka, a w Wejherowie jest rozkręcana maszyna pogardy.

– Skąd osoby prowadzące te portale biorą wspomniane dane i dokumenty?
– Tego typu informacje są pozyskiwane poprzez nadużywanie prawa dostępu do tzw. informacji publicznej. Podam kilka liczb, które pomogą zilustrować skalę problemu. W 2020 roku i do końca lutego 2021 do Urzędu Miejskiego w Wejherowie wpłynęło 338 wniosków o udzielnie informacji publicznej i związanych z tym pism. W ostatnich 14 miesiącach już wpłynęło więcej wniosków niż łącznie w 2018 i 2019 roku. Istotny jest fakt, że zapytania w 2020 i 2021 roku zostały zdominowane przez dwóch wnioskodawców. W 2020 roku założyli oni prawie 40% wszystkich wniosków, zaś w 2021 już ponad 72%. Przyglądając się tym danym, w mojej opinii mamy obecnie do czynienia z szukaniem na siłę przez dwie osoby czegokolwiek, co będzie potem można wykorzystać na potrzeby wojny z prezydentem miasta. Motywacją do tego typu działań mogą być sprawy osobiste, ale także interesy polityczne lub biznesowe.
Można zadać pytania: kto za to płaci? Kto finansuje te strony internetowe i gazetki? Jakie ma interesy w Wejherowie?

– A ile płaci miasto za wzmożoną pracę urzędu poświęconą na odpowiedzi na wpływające zapytania?
– Bez względu na przyczynę, problem pozostaje taki sam – pozyskanie tak licznych i szczegółowych informacji w czasie przewidzianym na to przez ustawę odbywa się ze szkodą dla podatników. Udzielenie odpowiedzi w 2020 i 2021 roku kosztowało orientacyjnie ponad 160 tys. zł i dodatkowo koszty pośrednie.
Czy nie można tego nazwać kosztem tej prywatnej wojenki poniesionym przez podatników? Co więcej, złożone wnioski dotyczą ogromnej ilości spraw, np. jeden z nich dotyczył dokumentów aż 180 nieruchomości. Wiele wniosków obejmowało okres ponad 20 lat i to z kilku wydziałów urzędu. Łatwo sobie wyobrazić ile czasu zajmuje odszukanie w archiwum, a następnie zeskanowanie, uporządkowanie i wysyłka albo udostępnienie na miejscu tysięcy stron dokumentów. Taki wzmożony, niecodzienny napływ wniosków dezorganizuje pracę wejherowskiego magistratu. To problem dla wejherowian, ponieważ znaczna liczba urzędników, która mogłaby ich obsługiwać, staje przed koniecznością poświęcenia swojego czasu pracy na odszukanie i udostępnianie żądanych dokumentów. Zamiast w tym czasie pracować na rzecz wszystkich mieszkańców, pracownicy musieli odpowiadać na wnioski, które służą do prywatnej wojny z prezydentem. Zwłaszcza obecnie, w połączeniu ze stanem pandemii, czyli okresowym wykonywaniem pracy zdalnie i absencją pracowników, może to być przyczyną utrudnień dla mieszkańców.

– Co na ten temat mówią przepisy?
– Dostęp do informacji publicznej stanowi jeden z aspektów prawidłowego funkcjonowania demokratycznego państwa prawnego. Te przepisy są potrzebne dla utrzymania przejrzystości funkcjonowania organów władz. Dzięki nim mieszkańcy mogą pozyskiwać informacje w sprawach ważnych dla interesu publicznego. Zapewne wielu z nich przyświeca właśnie taki cel. Uważam jednak, że w przypadku sytuacji jaka ma obecnie miejsce w wejherowskim urzędzie nie chodzi wcale o interes publiczny, a o prywatne, biznesowe i polityczne interesy kilku osób. W mojej ocenie w Wejherowie mamy aktualnie do czynienia z ewidentnym nadużyciem, a wręcz karykaturalnym wykorzystaniem prawa dostępu do informacji publicznej. Z całą pewnością nie taki był cel ustawodawców.
Jeśli ktoś żąda dokumentów z setek spraw, tysięcy stron z ostatnich 20 lat, to można dojść do wniosku, że nie ma konkretnych zastrzeżeń, nie ma do czego się przyczepić, a jedynie dopiero próbuje zbierać jakieś tzw. haki, które będzie można wykorzystać do przeprowadzania kolejnych ataków.
Warto jednocześnie przypomnieć, że działalność samorządów kontroluje na bieżąco wojewoda i Regionalna Izba Obrachunkowa, a w części przypadków również Najwyższa Izba Kontroli, Urząd Skarbowy oraz inne tego typu instytucje, a nie jakaś samozwańcza kilkuosobowa milicja.

– Jak, Pana zdaniem rozwinie się ta sytuacja?
– Uważam, że ten zorganizowany hejt wymierzony w prezydenta i jego współpracowników będzie przybierał na sile. Ta nienawiść i agresja paru osób będzie rosła, gdyż hamulce już puszczają. Pojawiły się też pisma i donosy do prokuratury oraz ataki w TVP, co nie jest przypadkowe. Myślę, że parę osób naoglądało się telewizji i totalną wojnę, jaką widać w Warszawie, przenosi w podobnej formie na grunt wejherowski.
Pytanie do nas wszystkich: czy to jest z korzyścią dla wejherowian?

1 komentarz
  1. O. A. mówi

    Oczywiście że z korzyścią dla Wejherowian – mamy prawo wiedzieć jak wygląda praca urzędu, i na podstawie danych zestawić je i wyciągać wnioski niezależnie od narracji urzędu?

Zostaw komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Loading...