Dzień bez malowania to dzień stracony
Rozmowa z Celiną Tatarczuk, malarką z Wejherowa.
– Czy Pani zainteresowanie sztuką, a zwłaszcza malarstwem pojawiło się już w dzieciństwie? A przy okazji, gdzie je Pani spędziła?
– Urodziłam się w Nowem nad Wisłą – małym miasteczku z pięknymi plantami, obecnie położonym w województwie kujawsko-pomorskim. Tam spędziłam dzieciństwo. Już jako mała dziewczynka marzyłam o własnej galerii obrazów. Kochałam malować.
– A jednak z wykształcenia jest Pani ekonomistką.
– Wykształcenie ekonomiczne pozwoliło zapracować na edukację dzieci. Jednak moja romantyczna dusza i pasja artystyczna zdominowały moje codzienne życie. Jeśli czegoś nie namaluję, uważam dzień za stracony. Moje marzenia o malowaniu spełniły się dopiero w pełni, kiedy moje dzieci stały się samodzielne i nadszedł czas na rozwijanie własnej pasji.
– Jakie są Pani obrazy, co je charakteryzuje? Co Pani najchętniej maluje?
– Moje malarstwo charakteryzują ciepłe kolory i moje przychylne nastawienie do człowieka, potencjalnego odbiorcy moich prac. To zaproszenie do wejścia w świat podróży, kolorowy i pachnący. Maluję w technikach olej na płótnie, pastel suchy, akwarela – najchętniej łąki, plaże, łodzie rybackie, pachnące morską bryzą i żaglowce dumnie płynące po bezkresnych wodach moich marynistycznych pejzaży. Tematem obrazów jest też ulubiona mitologia.
– Skoro chętnie maluje Pani pejzaże, zwłaszcza nadmorskie, to pewnie najlepiej robić to w plenerze?
– Tak. Nie tylko uczestniczę w plenerach, ale również je organizuję. Od dwunastu lat organizuję ogólnopolskie plenery malarskie, na których jestem komisarzem. Plenery sprzyjają wymianie doświadczeń, bowiem uczestniczą w nich zarówno profesjonalni artyści, jak i uzdolnieni w tej dziedzinie amatorzy. Jednym z miejsc gdzie się spotykamy aby wspólnie malować są Pażęce „U Źródeł Raduni”, a także Ośrodek „Caritas” Archidiecezji Poznańskiej, przeznaczony na cele charytatywne, Ośrodek Wypoczynkowy Zmartwychwstańców w Dębkach oraz inne . Malowanie w plenerze to wspaniałe miejsca do tworzenia i uwiecznienia na płótnie ulotnych chwil gry światła, cienia, barw.
– Co ciekawe, jest Pani również autorką ilustracji do książek kaszubskich autorów: Bogowie i Duchy naszych Przodków” A. Labudy oraz „Obrazy Kaszubskiego Morza” A. Necla. Czy Kaszuby i Wejherowo stały się miejscem bliskim Pani sercu? Czy czuje się Pani tutaj dobrze?
– W Wejherowie mieszkam od ponad 30 stu lat i kocham to wspaniałe miasto, z jego zabytkami, Kalwarią, Pałacem Przebendowskich, Klasztorem, zabytkowym dworcem z 1905 roku, Parkiem Miejskim i starymi kamieniczkami na ulicy Sobieskiego. Wszystko to są inspiracje do moich obrazów, podobnie jak kaszubskie krajobrazy i architektura.
– W październiku br. mogliśmy oglądać Pani prace na wystawie w gmachu Filharmonii Kaszubskiej w Wejherowie. Co daje artyście największą satysfakcję, zadowolenie?
– Oczywiście samo malowanie i jego efekt, czyli gotowe obrazy, ale zwieńczeniem mojej pracy są wernisaże i wystawy, a także konkursy. W 2009 roku zostałam laureatką konkursu pt. „Wejherowo wczoraj i dziś”, dotyczącego architektury w naszym mieście. Takie nagrody przynoszą dużo radości i zadowolenia, a wystawy są zawsze dużym przeżyciem i dają artyście sporo satysfakcji. Są okazją do pokazania odbiorcom własnej twórczości. Serdecznie zapraszam na kolejne moje wystawy.
– Co Pani lubi poza malowaniem?
– Kocham książki, wędrówki po górach i szeroko pojętą przyrodę, zwłaszcza zwierzęta i ogrody.
– Dziękuję za rozmowę.
Celina Tatarczuk należy do Związku Polskich Artystów Plastyków w Warszawie.