Czuję emocjonalną więź z moim miastem

Rozmowa z Pawłem Formelą, wejherowianinem, radnym miejskim, prezesem Klubu Miłośników Wejherowa, który w tym roku świętuje 10-lecie działalności.

– Domyślam się, że prezes Klubu Miłośników Wejherowa darzy swoje miasto szczególną sympatią. Za co Pan lubi Wejherowo?
– Moje miasto lubię przede wszystkim za jego historię – niesamowicie bogatą i ciekawą. Za jego wspaniałe początki i całe 370-letnie dziedzictwo. Odkąd tylko pamiętam, od najmłodszych lat coś mnie w Wejherowie fascynowało. To coś, to wspaniała historia powstania naszego miasta… śluby Wejhera, ich wypełnienie nad Białą i cała gama wydarzeń aż do ukończenia miasta, którego wizerunek oglądamy na tzw. mapie Judyckiego z ok. 1660 roku. Pamiętam, że rycerz Jakub Wejher był moim pierwszym dziecięcym bohaterem…
Nasze miasto lubię także za jego uśmiechniętych i życzliwych mieszkańców. Za to, że my wejherowianie – wszyscy razem, potrafimy stworzyć swoisty „życzliwy mikroklimat”. Sprawia to, że czuję się tu u siebie i jestem pewien że wielu z nas odczuwa tak samo.
– Czy jest Pan wejherowianinem od urodzenia?
– Tak, urodziłem się 43 lata temu w Wejherowie. Część moich przodków pochodzi z tych ziem, dlatego czuję się rodowitym wejherowianinem. To miasto jest moją pierwszą i najważniejszą ojczyzną. Gdyby kiedyś przyszło mi się stąd wyprowadzać, byłoby to dla mnie bardzo bolesne. Czuję z Wejherowem bardzo emocjonalną, trudno wytłumaczalną więź.
– Od 1998 roku jest Pan radnym miasta Wejherowa? Czy ta funkcja daje Panu satysfakcję? Co uważa Pan za swój największy sukces?
– Pracę w samorządzie zacząłem jako bardzo młody, zaledwie 21-letni człowiek. Dzięki zaufaniu mieszkańców zdobyłem sporą liczbę głosów i zostałem jednym z najmłodszych radnych w historii Wejherowa. Praca w Radzie przynosi wiele satysfakcji, zwłaszcza kiedy realnie mogę wpływać na wizerunek naszego miasta. Im bardziej ono pięknieje i się rozwija, tym radość jest większa. Największy sukces w mojej pracy odczuwam wtedy, kiedy wspólnie z innymi radnymi podejmujemy konkretną decyzję, a po jakimś czasie okazuje się że była ona dobra i mądra.
Niemało satysfakcji przynosi mi również rozwiązywanie bieżących problemów mieszańców. Nie miałoby to sensu gdyby nie ich cenne uwagi, pomysły, nieraz ponaglenia i słowa krytyki, ale także pochwały i wyrazy zadowolenia. Wszystko to składa się na wspólny sukces i pomaga budować naszą małą ojczyznę jaką jest Wejherowo.
– Skąd wziął się pomysł powołania Klubu Miłośników Wejherowa? Jaki był cel utworzenia tej organizacji?
– Klub Miłośników Wejherowa założyłem w sierpniu 2010 roku, a więc działamy już prawie 10 lat. Ten projekt jest spełnieniem mojej wielkiej pasji do historii Wejherowa. Nasz klub jest ruchem społecznym; przestrzenią, w której spotykają się wejherowianie, którzy są wielkimi entuzjastami naszego grodu. Jesteśmy grupą działającą ponad podziałami, którą charakteryzuje miłość do Wejherowa. Motywacją do założenia klubu była troska o pielęgnowanie wiedzy o Wejherowie – jego historii i całego dziedzictwa lokalnego. Hasło, którym się kierujemy to: „Odkurzamy zapomniane” i rzeczywiście staramy się je wypełniać.
– W jaki sposób?
– W dorobku mamy m.in. stworzenie tablicy informacyjnej przy grobie Adeli de Lynar na Kalwarii, wystawy historyczne, sprzątanie starego cmentarza, eksploracje ciekawych miejsc oraz niezliczoną ilość prelekcji historycznych, na które zawsze zapraszamy wszystkich zainteresowanych.
– Czy dużo osób zainteresowało się działalnością klubu? Czy są wśród nich pasjonaci historii miasta?
– Grupa liczy około 40 osób. Wiek uczestników rozciąga się między 10 a 90 lat. Można śmiało powiedzieć, że wszyscy klubowicze są wielkimi pasjonatami historii Wejherowa. Wśród nas są jednak osoby wyróżniające się nieprzeciętną wiedzą na jej temat. Wykorzystujemy to. Jesteśmy w tych kwestiach bardzo ciekawscy i dociekliwi. Trzeba powiedzieć, że dobrze czujemy się ze sobą i jest nam wszystkim razem jak w rodzinie. Każdy wnosi do grupy cząstkę siebie i to czyni nasz klub wyjątkowym.
– Czy klub może liczyć na wsparcie ze strony władz miasta?
– Od samego początku funkcjonowania naszego klubu, władze miasta traktują nas po partnersku. Spotkanie inauguracyjne odbyło się w ratuszu. Co roku pan prezydent Krzysztof Hildebrandt wraz z współpracownikami uczestniczy w naszych bożonarodzeniowych spotkaniach. Obecny też jest zawsze wicestarosta powiatu wejherowskiego – Jacek Thiel. Są oni naszymi gośćmi honorowymi.
– Jako pracownik WZNK zajmujący się głównie zagospodarowaniem Parku Miejskiego, współuczestniczy Pan w tworzeniu nowego skweru przy ulicy Św. Jacka. Zdobi go niedźwiedź polarny i pingwin, przypominające dawną fontannę na wejherowskim rynku. Czy chodzi o sentymentalne wspomnienie?
– Ta inicjatywa jest kolejnym przykładem działalności naszego klubu. Powierzono nam zorganizowanie historycznej wystawy o misiach i pingwinach, które kiedyś zdobiły centrum naszego miasta. Ma to być sentymentalna podróż do czasów naszego dzieciństwa, młodości… I nie chodzi tu o tęsknotę za czasami słusznie minionymi ale powrót – choćby na chwilę – do chwil, które kojarzą nam się z beztroską i zabawą, a te z reguły dobrze osadzają się w naszych wspomnieniach.
Taki charakter ma mieć to miejsce. Jestem przekonany, że już niedługo będzie można tam spotkać wielu uśmiechniętych i radosnych spacerowiczów, tym bardziej że planowane jest uzupełnienie naszego polarnego stadka.
– Porozmawiajmy o Pana drugiej pasji. Wiem, że od wielu lat propaguje Pan jesienno-zimowe kąpiele w morzu lub jeziorze. Jak to się stało, że został Pan morsem?
– Znajomi często pytają: o co w tym chodzi? Czy to możliwe, żeby wchodzić do przerębla nawet podczas silnych mrozów? Odpowiadam im wtedy: z pewnością widzieliście kiedyś kowala hartującego żelazo. To samo robimy ze swoim organizmem – rozgrzewamy do wysokiej temperatury, po czym wchodzimy do lodowatej wody. W ten sposób hartujemy swoje ciało i umysł.
Kiedy jesienią 2009 roku zakładałem Klub Morsów i rozpocząłem swoją wielką przygodę z morsowaniem, moja głowa była pełna determinacji. Od dziecka byłem bardzo wrażliwy na wszelkie infekcje. Przynajmniej raz w miesiącu dokuczało mi zapalenie gardła, zatok, przeziębienie. Moja odporność była bardzo niska. Do tego wszystkiego doszło nadużywanie leków. Antybiotyk był na porządku dziennym. W końcu powiedziałem dość. W morsowaniu dostrzegłem sposób na wyjście z problemów zdrowotnych. I tak trwa to już blisko 11 lat…
Moja odporność jest idealna. Jestem przekonany, że zimne kąpiele są zbawienne dla zdrowia. Ci, którzy ten sport uprawiają, wiedzą o czym mówię. Daje mi to także niesamowite odprężenie psychiczne. Traktuję to jako sposób na życie, który bardzo mi odpowiada. Jest to oczywiście trudny i wymagający styl życia, ale im więcej poświęcenia się włoży, tym większa jest satysfakcja.
Do końca życia zapamiętam kąpiel w lutym 2011 roku przy 20-stopnowym mrozie. Wrażenia były niesamowite. Oczywiście możliwie jest wejście do przerębla przy jeszcze większym mrozie, ale niestety przez ostatnie 11 lat nie doświadczyłem takiej możliwości. Boleję nad tym, że zimy są coraz łagodniejsze.
– Czy ma Pan jeszcze inne zainteresowania, jeśli starcza jeszcze na coś czasu?
– Wolnego czasu na realizację marzeń mamy tyle, ile go sobie umiemy zorganizować. W realizacji zadań wyznaję zasadę małych kroczków. Jeśli się naprawdę czegoś chce, to można tego dokonać. Niekoniecznie od razu, ale powoli i zawsze do przodu w obranym kierunku. Owszem, interesuję się historią powszechną XX wieku. Coraz częściej zachęcam też moje dzieci do długich wędrówek po leśnych bezdrożach. Taki rodzaj rekreacji świetnie zacieśnia więzy rodzinne. Moją wielką miłością jest także muzyka. Od pewnego czasu noszę się z zamiarem założenia zespołu muzycznego.
– Wspomniał Pan o rodzinie. Czy może Pan powiedzieć o niej nieco więcej?
– Chętnie, ponieważ moja rodzina jest największą pasją mojego życia. Żona Katarzyna, córki Natalia i Otylia oraz syn Remigiusz – każdy z nas jest zupełnie inny, ale razem patrzymy w tym samym kierunku. Tworzymy zgraną i wspaniałą całość.
– Gratuluję udanej rodziny i ciekawych pasji. Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała
Anna Kuczmarska

Zostaw komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.