Kiedy czytam o dziadku, płaczę

Zapisane drobnym pismem listy z oflagu i z komunistycznego więzienia są w tym domu wielkim skarbem. Wiążą się nie tylko z historią rodziny, ale z historią Polski. Napisał je Zbigniew Przybyszewski, komandor porucznik, dowódca tzw. baterii cyplowej w Helu, odpierającej ataki niemieckie w 1939 roku. Patriota i bohater, którego spotkał tragiczny los tzw. żołnierza wyklętego, był dziadkiem Anny Bogusławskiej-Narloch, mieszkającej od kilku lat w Strzebielinie.

Zdjęcia Heleny i Zbigniewa Przybyszewskich, m.in. fotografia ślubna z 1935 roku, są obecne w domu pani Anny Bogusławskiej-Narloch, nie tylko w rodzinnym albumie.
Zdjęcia Heleny i Zbigniewa Przybyszewskich, m.in. fotografia ślubna z 1935 roku, są obecne w domu pani Anny Bogusławskiej-Narloch, nie tylko w rodzinnym albumie.

We wrześniu 1939 roku kapitan Zbigniew Przybyszewski, dowodził 31 Baterią im. kmdra ppor. Heliodora Laskowskiego, złożoną z czterech dział typu Bofors, rozmieszczonych na cyplu. Bateria, jej dowódca i załoga odegrali najważniejszą rolę w 32-dniowej obronie Helu, który poddał się dopiero 2 października 1939 r.

NIE TYLKO WESTERPLATTE
Postać komandora przypomina Muzeum Obrony Wybrzeża w Helu, noszące jego imię. Dzięki tej placówce, której odwiedzenie gorąco polecamy, coraz więcej turystów i mieszkańców poznaje nie tylko ciekawą historię, związaną z obroną Helu, ale też nazwiska wybitnych dowódców.
Wiele osób styka się z tą wiedzą po raz pierwszy, ponieważ w szkole dużo więcej mówi się o obronie Westerplatte. Tymczasem kampania wrześniowa na „krowim ogonie”, jak nazywany jest półwysep, to równie piękna karta historii Polski.

PRZEŻYŁ 45 LAT
Lubiany i szanowany przez kolegów oraz podległych żołnierzy, ceniony przez przełożonych, odważny i opanowany, służący pomocą innym – tak wspominają Przybyszewskiego wszyscy, którzy się z nim zetknęli. Pisze o tym w książce „Bohater obrony Helu” Krzysztof Zajączkowski.
Autor podkreśla m.in. że Przybyszewski był „przedstawicielem pokolenia, które wyrosło w II Rzeczypospolitej, zbudowało niepodległą Polskę, a potem ofiarnie jej broniło wobec agresji sąsiadów. Wielu zapłaciło za to życiem w powojennej Polsce, tak jak Przybyszewski, który przeżył zaledwie 45 lat. Niedawno, 16 grudnia 2012 roku minęła 60. rocznica jego śmierci.
Zbigniew Przybyszewski, urodził się i wychował się na Kujawach, w okolicy Kruszwicy. W 1930 ukończył Szkołę Podchorążych Marynarki Wojennej w Toruniu.
W ramach służby wojskowej był m.in. zastępcą dowódcy na torpedowcach ORP „Krakowiak” oraz ORP „Mazur”, I oficerem artylerii na niszczycielach ORP „Burza” i „Błyskawica”.
W marcu 1938 roku awansował na stopień kapitana Marynarki Wojennej, a w październiku tego roku został dowódcą baterii cyplowej.

SZCZĘŚLIWE LATO 1939
Razem z żoną Heleną i dwuletnią córką Danusią przeniósł się wówczas z Gdyni do Helu. W willi „Promiennej”, otoczonej sosnowym lasem, młodzi małżonkowie spędzili ostatnie przez wojną święta Bożego Narodzenia.
Napisała o tym w pamiętniku Heleny Przybyszewska, a jej wnuczka – Anna Bogusławska-Narloch oraz jej córka Beata przechowują babciny pamiętnik, oprawiony w czerwoną, zdobioną okładkę.
Na zapisanych „maczkiem” stronach znajdujemy relacje z życia szczęśliwych młodych małżonków i ich córeczki. Obok opisów różnych zdarzeń są czarno-białe zdjęcia z Gdyni i z Helu.
W jednym z ostatnich zapisów Helena Przybyszewska odnotowała: „ Szczęśliwe lato 1939 roku na Helu! Wymarzona pogoda, gorący piasek i ciepłe, rozsłonecznione morze. Plaża tuż przed domem….”
Jednak latem 1939 roku robiło się coraz bardziej niebezpiecznie. Na Półwyspie Helskim przybywało fortyfikacji i żołnierzy. Wybuch wojny oznaczał dla nich początek trudnej bitwy, w której dowodzone przez Przybyszewskiego działa osłaniały walczącą Gdynię i prowadziły skuteczny ostrzał niemieckich pancerników „Schleswig-Holstein” i „Schlesien”.
25 września kpt. Przybyszewski został ranny, ale pozostał na stanowisku do końca. Zarówno dowódca, jak i żołnierze z rozczarowaniem przyjęli decyzję o kapitulacji.

Kapitan Zbigniew Przybyszewski, zdjęcie z 1938 roku. Obok okładka książki Krzysztofa Zajączkowskiego o tym bohaterze kampanii wrześniowej i zasłużonym oficerze Marynarki Wojennej.  Książkę można kupić m.in. w Muzeum Obrony Helu im. kmdra Z. Przybyszewskiego, funkcjonującym od 2006 roku w lesie, przed wjazdem do miasta Hel. Jedną z sal poświęcono komandorom skazanym w haniebnym procesie w 1952 roku, w tym Zbigniewowi Przybyszewskiemu. To miejsce polecamy naszym Czytelnikom, zwłaszcza nauczycielom i młodzieży szkolnej.
Kapitan Zbigniew Przybyszewski, zdjęcie z 1938 roku. Obok okładka książki Krzysztofa Zajączkowskiego o tym bohaterze kampanii wrześniowej i zasłużonym oficerze Marynarki Wojennej. Książkę można kupić m.in. w Muzeum Obrony Helu im. kmdra Z. Przybyszewskiego, funkcjonującym od 2006 roku w lesie, przed wjazdem do miasta Hel. Jedną z sal poświęcono komandorom skazanym w haniebnym procesie w 1952 roku, w tym Zbigniewowi Przybyszewskiemu. To miejsce polecamy naszym Czytelnikom, zwłaszcza nauczycielom i młodzieży szkolnej.

 

NICZEGO MI NIE BRAKUJE
Wojnę Zbigniew Przybyszewski spędził w oflagach, działając w konspiracji i trzykrotnie próbując ucieczki. Dzielnie znosił trudne warunki, czasem głód, a także dokuczającą mu chorobę. W listach do żony prosił, żeby nie przysyłała mu paczek, bo niczego mu nie brakuje.
Podobnie było kilka lat później, kiedy siedział w więzieniu na Mokotowie. Wówczas także zapewniał ukochaną Helenę, że ma bardzo dobre wyżywienie, co oczywiście mijało się z prawdą.
Ponad 100 listów z oflagu i ten jeden jedyny z dwuletniego pobytu w więzieniu na Rakowieckiej w Warszawie (napisany 21 maja 1952, jedyny na jaki pozwolono) to cenne pamiątki po dziadku. To również dowód na to, jak szlachetnym, odważnym i dobrym człowiekiem był Zbigniew Przybyszewski.
– On zawsze myślał o innych, a nigdy o sobie – mówi pani Anna. – Nie skarżył się, nie narzekał. Z listów wynika, że bardzo martwił się o bliskich, zwłaszcza o żonę, samotnie wychowującą córkę, podczas gdy on jest z dala od domu. Z wielkim szacunkiem pisał m.in. do swojej teściowej. Mimo wykształcenia, umiejętności i zasług, był człowiekiem skromnym, nie lubił być w centrum zainteresowania.

DUMNI Z DZIADKA
Pani Anna Bogusławska-Narloch zawsze była bardzo dumna z dziadka, podobnie jak jej córka Beata oraz mężowie obu pań. Rodzina mieszka razem w trzypokoleniowym domu, w którym pamięć i szacunek do niewinnie straconego komandora przekazywana jest najmłodszym domownikom.
Maciej i Michał, synowie pani Beaty, praprawnukowie komandora Przybyszewskiego, poszerzyli wiedzę o nim m.in. podczas wizyty w Helu.

CORAZ GORZEJ
Po wojnie bohater kampanii wrześniowej wrócił do domu w Gdyni i do ukochanej Marynarki Wojennej. Piastował w wojsku ważne funkcje, tworzył system artyleryjskiej obrony Wybrzeża, szczególną wagę przywiązując do budowy baterii w Gdyni Redłowie.
Mimo, że Z. Przybyszewski awansował na stopień komandora porucznika, czuł się w wojsku coraz gorzej. Odmawiał zapisania się do partii, nie mógł pogodzić się z rusyfikacją Marynarki Wojennej.
Aresztowany we wrześniu 1950 roku komandor porucznik Zbigniew Przybyszewski został oskarżony o zdradę, dywersję, udział w spisku. Przybyszewski trafił do więzienia pierwszy, ale w następnych miesiącach aresztowano kolejnych oficerów.

SĄDOWA ZBRODNIA
Brutalne przesłuchania, czasem dzień po dniu po 18 godzin trwały ponad dwa lata. W haniebnym procesie siedmiu komandorów, zapadło pięć wyroków śmierci, z których trzy wykonano.
Komandor Przybyszewski jako jedyny w tym procesie nie poprosił o ułaskawienie. Zrobiła to natomiast jego żona, wysyłając do Bieruta własne pismo oraz list od córki. Na próżno…
16 grudnia 1952 roku w więzieniu na Mokotowie strzałem w tył głowy zabito komandora Stanisława Mieszkowskiego oraz komandora porucznika Zbigniewa Przybyszewskiego.
Cztery dni wcześniej w taki sam sposób zginął komandor Jerzy Staniewicz.

TUŁACZKA I ŻAL
Zrozpaczona Helena Przybyszewska musiała, razem z córką Danutą opuścić Gdynię i Wybrzeże.
– Babcia i mama nie tylko przeżyły tragedię, ale znalazły się w bardzo trudnej sytuacji, wyrzucone z domu, bez środków do życia – opowiada pani Anna, córka Danuty Przybyszewskiej. – Zamieszkały w Toruniu, gdzie ja się urodziłam. Pomagał im mieszkający po wojnie w Londynie Jan Busiakiewicz, oficer Marynarki Wojennej, przyjaciel dziadka jeszcze ze szkoły, ojciec chrzestny mojej mamy.
Helena Przybyszewska mieszkała również w Poznaniu i Białymstoku. W 1957 roku wróciła do Gdyni, a w latach siedemdziesiątych zamieszkała w Gdańsku Wrzeszczu, gdzie pracowała jako aktorka w Teatrze „Miniatura”. Wcześniej, w czasie wojny Helena była łączniczką AK, a więc również osobą odważną i zasłużoną.

NIE WIADOMO GDZIE JEST GRÓB
Cierpiała tym bardziej, że mimo rehabilitacji i uniewinnienia męża w 1956 roku, nigdy nie dowiedziała się, gdzie został pochowany. Zresztą trudno w ogóle mówić o pochówku. Ciała ludzi zabijanych w stalinowskich więzieniach były zakopywane w masowych grobach.
– To bardzo bolesne, podobnie jak świadomość fizycznego i psychicznego cierpienia, którego doświadczył mój dziadek – mówi wnuczka komandora. – Do dzisiaj trudno mi czytać materiały na ten temat, bo to zawsze wywołuje płacz i przygnębienie.
Wzruszenie pojawia się natomiast podczas oglądania zdjęć, listów, a także pamiętnika Heleny Przybyszewskiej, która pisała go z dużym talentem.
– Babcia zmarła w sędziwym wieku w naszym mieszkaniu w Rumi, gdzie mieszkaliśmy przed przeprowadzką do nowego domu w Strzebielinie. Przyjechała do nas na święta wielkanocne – wyjaśnia Anna Bogusławska-Narloch. – Moja mama Danuta mieszka natomiast od wielu lat w Szwecji i niechętnie wraca do bolesnych wspomnień z dzieciństwa.

DWÓCH OBROŃCÓW
Co ciekawe, Danuta Przybyszewska wyszła za mąż za Tadeusza Bogusławskiego, syna Antoniego, który podczas kampanii wrześniowej był również dowódcą jednej z baterii na Półwyspie Helskim, w okolicach Jastarni.
Tadeusz Bogusławski to ojciec pani Anny, której obaj dziadkowie byli obrońcami ojczyzny w 1939 roku. Tym bardziej zobowiązuje to do pielęgnowania rodzinnych pamiątek i dbania o historyczną pamięć. Mieszkająca w powiecie wejherowskim Anna Bogusławska-Narloch uczestniczy w uroczystościach i innych przedsięwzięciach, służących upamiętnianiu bohaterów z Helu, w tym niewinnie straconego Zbigniewa Przybyszewskiego – do końca wiernego takim wartościom, jak honor, godność, patriotyzm i wiara.
Warto przypomnieć tę postać zwłaszcza w marcu, bo ten miesiąc rozpoczęliśmy Narodowym Dniem Pamięci Żołnierzy Wyklętych.
Anna Kuczmarska

Wyklęci i zapomnieni

Niedawno pojawiła się szansa na odnalezienie szczątków ofiar stalinowskich zbrodni. Od ubiegłego roku na tzw. Łączce na wojskowych Powązkach w Warszawie – tam gdzie znajduje się symboliczny grób Zbigniewa Przybyszewskiego – prowadzone są ekshumacje ciał ofiar zbrodni z lat czterdziestych i pięćdziesiątych.
Prace zostaną wznowione w kwietniu br., a jesienią będą kontynuowane m.in. na warszawskim Służewcu.
Jest nadzieja, że zostaną tam odnalezione szczątki takich bohaterów, jak gen. Fieldorf „Nil”, major Szyndzielarz „Łupaszko” czy zamordowani komandorzy. Z pewnością zasłużyli oni na godny pochówek z honorami i oddaniem im należnej czci po tylu latach oczerniania i niemal całkowitego zapomnienia, nie tylko w czasach PRL-u, ale nawet później w wolnej Polsce.

3 Komentarze
  1. Teresa mówi

    Teresa. Jestem córką szkolnej koleżanki p.Leny Przybyszewskiej (Marii Kurczynskiej). Mam kilka zdjęć p.Leny, p.Zbigniewa, m.in. ich zdjęcie ślubne oraz zdjęcie córeczki Danusi, nowego domu. Moja mama gościła u p.Przybyszewskich na rok lub dwa lata przed wojną (wakacje). Jako dziecko często przeglądałam rodzinne albumy i zachwycałam się urodą p.Leny. Pamietam jak mama mówiła, że p.Zbigniew był ranny, a życie ocalił mu medalik (ryngraf), w który trafił odłamek pocisku.

  2. Iga mówi

    Mi też łzy płyną, mimo że nie jestem rodziną. Nigdy nie zapomnę o bohaterze jakim był Pan Przybyszewski, będę o nim uczyć mojego synka.

  3. Fryderyk mówi

    Świetny artykuł. Przeczytałem po latach

Zostaw komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.