Każde dziecko kochają tak samo

Takich domów, jak rodziny Banków czy Góreckich jest wiele, ale wciąż za mało

Dzieci tęsknią za swoimi rodzicami, mimo, że nie zapewniali oni maluchom należytej opieki. Wiele z nich ma problemy ze zdrowiem i bagaż trudnych doświadczeń, nierzadko są agresywne. Te dzieci potrzebują dużo serca, cierpliwości i pomocy. Dzięki ludziom o wielkich sercach, to wszystko znajdują w nowych domach – bezpiecznych przystaniach.

Pierwsze dziecko trafiło do nich w Wigilię Bożego Narodzenia, wkrótce pojawiły się kolejne maluchy w wieku od kilku miesięcy do kilku lat. Jedne już odeszły do innych domów, kolejne przybyły, inne są w tymczasowym domu nadal. Pod opiekę Teresy i Henryka Bank (na zdjęciu obok), którzy od pięciu lat prowadzą pogotowie opiekuńcze, trafiło w sumie 24 dzieci.

Ciężka praca i satysfakcja

– Wcześniej przez 30 lat pracowałam jako pielęgniarka, zawsze czułam potrzebę pomagania ludziom, zwłaszcza dzieciom – mówi Teresa Bank, mama córki i syna. – Dorosłe dzieci pani Teresy przy każdej okazji wspomagają rodziców zastępczych w ich obowiązkach.
– Decyzja o prowadzeniu pogotowia opiekuńczego była decyzją całej rodziny, dorosłe dzieci były zachwycone naszym pomysłem i w pełni się z nami zgodziły, chociaż już z nami nie mieszkają – dodaje Henryk Bank. – To ciężka praca, ale daje nam dużo satysfakcji, zwłaszcza żonie, która moim zdaniem jest do tego stworzona.

Każde dziecko jest inne

Do pogotowia przywożone są maluchy z powiatu wejherowskiego – zaniedbane, chore, nie mające odpowiedniej opieki w rodzinnym domu, potrzebujące miłości i troski. Wszystkie mają duże deficyty na wielu płaszczyznach, problemy emocjonalne i zdrowotne, brak niektórych umiejętności społecznych, brak nawyków higienicznych, odpowiednich dla ich wieku, ale każde dziecko jest inne i wymaga odrębnej uwagi i miłości. Co najważniejsze, w nowym domu każde jest tak samo kochane.
– Musimy nie tylko zaspokoić najważniejsze potrzeby dzieci i zapewnić im podstawową opiekę, ale również zadbać o ich stan emocjonalny, psychiczny, podobnie jak o ich edukację czy uspołecznienie nauczyć wyrażania emocji, podnieść poczucie wartości oraz zdobyć zaufanie – mówi Teresa Bank. – Dzieci potrzebują wsparcia w różnych dziedzinach, m.in. potrzebują opieki lekarskiej, ponieważ cierpią z powodu różnych dolegliwości i zaniedbania. Jeździmy z dziećmi do stomatologa, różnych specjalistów (neurologa, okulisty, kardiologa ortopedy, laryngologa itd.), do psychologa lub logopedy. Musimy zadbać o właściwą pielęgnację dzieci chorych, o lekarstwa lub ćwiczenia rehabilitacyjne, logopedyczne, zależnie od wskazań lekarza.
Pani Teresa, pielęgniarka z zawodu bardzo dobrze sobie radzi z zadaniami, wymagającymi umiejętności oraz wiedzy medycznej. Opracowała nawet i przekazała innym rodzinom poradnik, dotyczący pierwszej pomocy medycznej dzieciom w różnych nagłych i niebezpiecznych sytuacjach.
– Prowadzenie pogotowia jest szczególnie trudne w związku z rotacją dzieci. Gdy odchodzą, opłacam to smutkiem i stresem, chociaż wiem, że w wyniku adopcji znajdują troskliwych rodziców. Nierzadko zdarza się, że dzieci wracają do biologicznych rodziców, tak było w przypadku siedmiorga naszych podopiecznych. Cieszę się z tego, bo nikt nie zastąpi dzieciom biologicznych rodziców, ale zawsze bardzo mi żal rozstawać się z dziećmi – mówi pani Teresa. – Każde dziecko zabiera cząstkę serca. Pozostają zdjęcia w albumach i wspomnienia, wyciskające z oczu łzy.
Obecnie Teresa i Henryk Bank mają pod opieką sześcioro dzieci, w tym adoptowaną córeczkę, jedną z pierwszych dziewczynek, jakie trafiły do ich domu. Była bardzo chora, jest dzieckiem niepełnosprawnym. Chociaż dziś wygląda i czuje się bardzo dobrze, nadal wymaga leczenia, rehabilitacji i konsultacji lekarskich.
Oprócz serca do dzieci i potrzeby pomagania, Teresa Bank jest osobą dobrze zorganizowaną i dokładną.
– Staramy się, jak umiemy, ale pomoc PCPR jest dla nas bardzo ważna, zwłaszcza szkolenia, dzięki którym poszerzamy wiedzę, a także lepiej radzimy sobie ze stresem, ze zmęczeniem, z wypaleniem zawodowym – mówi Teresa Bank. – Pomocne są też wyjazdy na urlop, który przysługuje rodzicom i pozwala na kilkanaście dni oderwać się od codziennych obowiązków. Z radością potem do nich wracamy, bo tęsknimy za naszymi dziećmi.

Nastolatki i maluchy

Państwo Danuta i Roman Góreccy (na zdjęciu poniżej) od 14 lat tworzą rodzinę zastępczą dla dzieci, które potrzebują opieki i miłości. Pierwsze maluszki trafiły tu prosto ze szpitala, a potem zostały przekazane do adopcji. Ich zdjęcia eksponowane w salonie świadczą o tym, że pozostawiły głęboki ślad w sercach tymczasowych rodziców. Obecnie państwo Góreccy mają w swoim domu siedmioro dzieci, w tym troje nastolatków, które są w tej rodzinie zastępczej od początku jej funkcjonowania. Jedna z dziewcząt już się usamodzielniła i wyprowadziła z domu. Dwie inne chodzą jeszcze do szkoły w ośrodku szkolno-wychowawczym w Wejherowie. Najstarszy z tej trójki chłopak uczy się w szkole zawodowej.
Rodzice bardzo niepokoją się o ich przyszłość, bo proces usamodzielniania się młodzieży z rodzin zastępczych czy rodzinnych domów dziecka jest trudny, a młodzi ludzie narażeni są na niebezpieczeństwa.

Buziaki na dobranoc

Najwięcej pracy i troski poświęcają z konieczności najmłodszej czwórce. Kilkuletnie dzieci pochodzą z dysfunkcyjnych rodzin. Niektóre są niepełnosprawne, upośledzone, wymagają szczególnej opieki. To trudne zadanie, ale jak mówi Danuta Górecka, przynoszące satysfakcję, jakiej dostarczają choćby buziaki na dobranoc, przytulenie się, uśmiech dzieci, ich spokój i radość. Wtedy zmęczenie odchodzi na drugi plan.
Podopieczni nie zawsze są wdzięczni za nowy dom i opiekę, nie podobają im się nakazy i zakazy, czy domowe obowiązki. Jak w każdej rodzinie, dzieci buntują się, złoszczą, zamykają w sobie. Trzeba do nich dotrzeć, cierpliwie przekonywać uczyć zasad, których nigdy nie znały.
– Gdy jest taka potrzeba, chodzimy z dziećmi do lekarzy, stomatologów i innych specjalistów, psychologów, terapeutów, ale na co dzień musimy sobie radzić sami – mówi Roman Górecki. – Pomaga nam w tym Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie w Wejherowie, a my staramy się pomagać innym. Z powodu naszego doświadczenia i długoletniej pracy z dziećmi, odwiedzają nas rodzice, którzy zdecydowali się na pełnienie roli rodziny zastępczej. Mają u nas szkolenia, obserwują i uczą się prowadzenia takiego domu.

Bezpieczny dom

Danuta i Roman Góreccy mają też własne dorosłe dzieci i wnuki, które odwiedzają rodziców i ich małych podopiecznych.
– Kiedy przyjeżdżają nasze dzieci i wnuki, jest wiele radości, która udziela się wszystkim – mówi pani Danuta.
Radości, która wynagradza codzienny trud, dostarczają też wspólne wyjazdy nad morze np. na weekendy. Dzieci wyjeżdżają również na letnie kolonie oraz zimowiska, wypoczywając i zdobywając nowe doświadczenia. Wracają pełne wrażeń do domu, który jest czysty, ciepły i bezpieczny.

 

Ważna pomoc PCPR

Małżeństwa, które zdecydowały się na rodzicielstwo zastępcze lub pogotowie opiekuńcze mają okazję do spotkań, wymiany doświadczeń i szkoleń, organizowanych przez Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie. Ta instytucja zarówno przygotowuje rodziny do nowej roli i obowiązków, jak też zaprasza na spotkania, warsztaty, szkolenia.

 

– Zachęcam rodziny, które mogą podjąć to wyzwanie, aby zostały rodzinami zastępczymi, ponieważ wiele dzieci oczekuje na taką pomoc i potrzebuje ciepłego, przyjaznego domu, pełnego miłości – apeluje Roman Górecki, który jest założycielem i prezesem Stowarzyszenia Rodzicielstwa Zastępczego „Nasze Gniazdo”. Stowarzyszenie, działające na terenie powiatu wejherowskiego i puckiego, dodatkowo wspiera rodziny zastępcze, organizuje spotkania, festyny integracyjne, stara się o pomoc prawną i inną.

Zostaw komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Loading...