Fascynująca Laponia
Samotne rowerowe wycieczki nie są niczym wyjątkowym, wiele osób przejeżdża długie trasy na rowerze. Jednak gdy ktoś wyrusza w trasę do Finlandii, w dodatku do północnej części tego kraju, zaczyna niezwykłą wyprawę i wielką przygodę, pełną wyjątkowych wra- żeń. Artur Wysocki z Wejherowa w tym roku samotnie dotarł do parku arktycznego w Laponii, a przy okazji odwiedził wioskę Świętego Mikołaja.
Dodatkową ciekawostką jest fakt, że wejherowianin wyruszył w tak daleką trasę po raz pierwszy. Dlaczego akurat do Finlandii? – Północ jest moim zdaniem fascynująca. Jakoś nie ciągnie mnie do ciepłych krajów – mówi Artur, na co pracujący przy komputerze. – Rejony północne zwłaszcza te za kołem podbiegunowym interesowały mnie od dawna. Znałem ją z książek, filmów, miałem okazję zobaczyć ją z innej perspektywy podczas wyprawy żeglarskiej z Gdynia na Islandię. Przygotowałem więc plan podróży i w połowie sierpnia tego roku wyruszyłem z całym ekwipunkiem rowerem przez Litwę, Łotwę, Estonię do Finlandii. Tam panowała akurat jesień. Moim celem był park arktyczny w Laponii, około 20 kilometrów za Rovaniemi. Przy okazji wziąłem udział w akcji charytatywnej „Kilometry dobra”.
1800 kilometrów
Wyprawa trwała 21 dni. Zgodnie z planem jednego dnia Artur pokonywał od 70 do 100 kilometrów, czasem z konieczności przekraczając ten dystans o kilkadziesiąt kilometrów. W sumie pokonał ich około 1800. Miejsce jego noclegu wyznaczał pokonany dystans. Nocował najczęściej w namiocie na „dziko” lub sporadycznie na polach namiotowych (aby naładować baterie). W Finlandii posiłkował się prawem do swobodnego korzystania z natury, które przyzwala na biwakowanie pod warunkiem zastosowania się do określonych zasad.
Kolorowe niebo
Wzdłuż Via Baltica wiodącej z Polski do Estonii jest niewiele sklepów, a na terenie Finlandii pan Artur wybierał spokojne i mniej uczęszczane trasy. Dzięki temu obcował z dziką przyrodą, niezwykłą i piękną, choć surową.
Podziwiał zorzę polarną, „malującą” na niebie kolorowe obrazy, co dostarczyło niesamowitych wrażeń. Po drodze spotkał silne wiatry północne charakterystyczne dla tej pory roku.
Niepokój zniknął
– Laponia to głównie bagna i lasy, w których można spotkać zwierzęta, zwłaszcza renifery – opowiada podróżnik, który zrobił setki ciekawych zdjęć. – Bardzo pozytywnym doświadczeniem było spanie w drewnianych domkach przetrwalnikowych, przeznaczonych właśnie do tego i otwartych dla podróżników na jedną noc. Mogłem rozpalić ognisko, ugotować ciepły posiłek. Świetnie się tam czułem, podobnie jak w namiocie Lapończyków, ustawionym w lesie, w którym również nocowałem.
Zapytany o to, czy się bał, Artur zaprzecza.W odległej Laponii czuł się bezpiecznie. Niepokój pojawił się na początku, podczas pierwszych nocy, ale potem zniknął zupełnie.
Spotkania na trasie
Podczas podróży Artur spotykał kilku innych samotnych rowerzystów z różnych krajów, z którymi witał się i rozmawiał.
– Niemożliwe jest, żeby minąć się bez słowa – wyjaśnia. – Jeśli podróżnicy na rowerach spotkają na drodze, zawsze dochodzi do rozmowy. Udzielamy sobie nawzajem rad, pytamy o to, skąd ktoś przyjechał itp. Natomiast mieszkańcy Finlandii, podobnie jak mijanych po drodze krajów nie byli ani zbyt wylewni ani pomocni. Zachowują dystans. Pomoc, której na szczęście akurat nie potrzebowałem oferowało mi kilku obcokrajowców, zwłaszcza sympatyczny student z Iraku, którego poznałem w Laponii. Był też przyjazny Misza z Białorusi, a w Turku spotkałem grupę motocyklistów, którzy okazali się życzliwi i chętni do wsparcia.
Zdjęcie ze Świętym Mikołajem
Chociaż położona w Laponii na kole podbiegunowym Wioska Świętego Mikołaja nie była celem podróży, to wejherowianin odwiedził to znane miejsce. Podobno święta Bożego narodzenia trwają tam cały rok.
– Odwiedziłem Świętego Mikołaja, zrobiłem sobie z nim pamiątkowe zdjęcie – wspomina pan Artur. – Słynna wioska to totalna komercja. W czasie, gdy tam byłem nie było wielu gości, ale w sezonie turystycznym przyjeżdża ich pewnie bardzo dużo.
Wejherowianin odwiedził także Helsinki, które po przebywaniu na bezludziu wydawały mu się zbyt zatłoczone i hałaśliwe, więc szybko opuścił to miasto. Do Polski wracał samolotem.
Sam na sam z przyrodą
– Jeśli ktoś może wybrać się w taką samotną podróż i być sam na sam z naturą, gorąco polecam – mówi podróżnik. – Obcowanie z przyrodą na odludziu to niesamowite uczucie i wspaniałe doświadczenie, a także świetna okazja do poznania własnych możliwości, do nauki siebie i ludzi. W różnych sytuacjach trzeba sobie radzić samemu. Co ciekawe, z największym sentymentem wspominam trudne chwile, kiedy kończyły się zapasy żywności i wody, a poranna kawa w domu z bali smakowała najlepiej.
Przeżycia były na tyle intensywne i ciekawe, że Artur planuje już następną wyprawę rowerową w przyszłym roku. Życzymy, aby ta podróż była równie fascynującą przygodą, zakończoną szczęśliwym powrotem do domu.
Anna Kuczmarska Fot. Artur Wysocki



