Lubię wyzwania

Z tworzącą od 25 lat wejherowską artystką, Longiną Wysocką rozmawia Anna Kuczmarska

– Pani uśmiech, życzliwość i pogoda ducha sprawia, że ma Pani wielu przyjaciół i znajomych. Tym bardziej, że nie zamyka się Pani w pracowni, ale jest osobą aktywną, m.in. prezesem Stowarzyszenia Artystów Plastyków „Pasja” w Wejherowie.
– Nasze stowarzyszenie powstało w 2009 roku. Skupiamy grupę artystów, których łączy pasja i zamiłowanie do sztuki. Spotykamy się w budynku Zespołu Szkól nr 2 w Śmiechowie, wyjeżdżamy na plenery, uczymy się od siebie nawzajem.

Longina Wysocka pod własnym obrazem, prezentowanym na wystawie w Muzueum.
Longina Wysocka pod własnym obrazem, prezentowanym na wystawie w Muzueum.

– Wiem, że to nie jedyna Pani aktywność.
– Jako wolontariuszka prowadzę też zajęcia plastyczne w Wejherowskim Uniwersytecie Trzeciego Wieku YMCA. Nie narzekam na brak zajęć, które wprawdzie zabirają czas, ale też przynoszą sporo satysfakcji. Nie wiedziałam, że tyle radości będę miała z uczenia innych. Nie wiedziałam nawet, czy to potrafię. Tym bardziej, że zawsze byłam nieśmiała.
– No właśnie, podobno kiedyś nie była Pani osobą zbyt otwartą.
– O nie. W wielu sytuacjach zżerała mnie trema.Na przykład, kiedy w szkole podstawowej odniosłam pierwszy sukces w konkursie plastycznym. Odbiór nagrody to był wielki stres.
– Można się domyślać, że jako osoba nieśmiała znalazła Pani w malowaniu obrazów formę artystycznej wypowiedzi.
– Oczywiście, ale nie tylko w malowaniu. W Liceum Plastycznym w Orłowie uczyłam się fotografii. Najbardziej lubiłam fotografię czarno-białą, a zwłaszcza zdjęcia wywoływane osobiście. Próbowałam też innych form twórczości i do dzisiaj sięgam po różne materiały i techniki. Mam w dorobku płaskorzeźby, które można obejrzeć m.in. w Bibliotece Powiatowej na ul. Dworcowej, prace w wytrawianym kwasem metalu, grafiki, obrazy na skórze i na desce. Maluję obrazy olejne, używam też akryli, akwareli, suchych pasteli. Lubię wyzwania i trudności, które trzeba pokonać.
– Powiedziała Pani, że jeśli w głowie zrodzi się pomysł, musi go pani przenieść na obraz.
– To są tak zwane obrazy chwili. Pojawia się pomysł, który czasem się przyśni albo jest efektem inspiracji muzycznej. Mam wtedy w głowie temat, który muszę namalować. Tego rodzaju prace są bardzo ciekawe. Mam też wiele pomysłów na łączenie nietypowych materiałów albo stosowanie różnych technik. Przede mną jeszcze wiele wyzwań.
– Na Pani obrazach często pojawiają się kwiaty, a właściwie kompozycje kwiatowe, pejzaże, m.in. mazurskie, ale często pojawia się na nich nasze miasto…
– Chętnie maluję Wejherowo, w którym się urodziłam i mieszkam. Nasze miasto jest piękne i bardzo ciekawe.
– Uczy Pani mlarstwa seniorów, kiedyś uczyła Pani młodych ludzi. Czy każdy może się nauczyć malować lub rysować?
– Najpierw trzeba się nauczyć patrzeć, widzieć więcej, inaczej. Trzeba nauczyć się wrażliwości. To nie zawsze się udaje, znacznie łatwiej opanować technikę.
– Jaka jest Pani recepta na sztukę, która podoba się odbiorcy, przemawia do niego.
– W każdą pracę trzeba włożyć serce, emocje, uczucia. Najpiękniejsze są obrazy, które żyją, nie są martwe. Kiedy maluję, czuję pod palcami jak mój obraz zaczyna żyć. Wracając do moich uczniów, ja również wiele się uczę od nich. Każde doświadczenie się przydaje.

Zostaw komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.