Każdy chory ma szansę

Poradnia musi się rozwijać, bo potrzeby są ogromne

Z doktorem nauk medycznych Krzysztofem Adamowiczem, onkologiem klinicznym, kierownikiem Oddziału Onkologii w Wojewódzkim Centrum Onkologii w Gdańsku, kierownikiem Poradni Onkologicznej i Chemioterapii Ambulatoryjnej w Szpitalu Specjalistycznym w Wejherowie, trzykrotnym zwycięzcą rankingu na lekarza przyjaznego pacjentom onkologicznym w Polsce rozmawia Anna Kuczmarska.

– Poradnia Onkologiczna w Wejherowie doczekała się remontu i rozbudowy. Wiosną tego roku zakończono kolejny etap modernizacji. Jak bardzo zmieniła się ta placówka kierowana przez pana od 2007 roku?
– Poradnia Onkologiczna, utworzona na bazie Poradni Profilaktyki Chorób Piersi, mieściła się na początku w dwóch pomieszczeniach o powierzchni około 41 metrów kwadratowych, a chorych obsługiwał jeden lekarz. Obecnie w skład poradni wchodzą trzy gabinety lekarskie, trzy sale z 16 stanowiskami podawania chemioterapii, rejestracja wraz z poczekalnią chorych, gabinet pielęgniarki koordynującej a także w pełni wyposażony gabinet zabiegowy, w którym przeprowadzane są drobne zabiegi chirurgiczne. Aktualnie powierzchnia Poradni zajmuje 290 metrów kwadratowych. Dzięki rozbudowie, zdecydowanie poprawiły się warunki leczenia i oczekiwania na wizytę dla naszych chorych.
– Pacjentów ciągle przybywa?
– Owszem, ponieważ liczba nowych zachorowań na nowotwory złośliwe w ciągu ostatnich 40 lat w Polsce podwoiła się. W naszej poradni w 2007 roku przyjmowano średnio 154 osoby miesięcznie, w 2016 r. liczba ta wzrosła do 1225 chorych miesięcznie. Kiedy w 2011 roku w wejherowskim szpitalu powstała Chemioterapia Ambulatoryjna, miesięcznie takie leczenie otrzymywało tu średnio 105 chorych. W ubiegłym roku liczba chorych, korzystających z chemioterapii wynosiła ponad 500 miesięcznie.
– Domyślam się, że zwiększyła się również liczba lekarzy i pielęgniarek?
– Obecnie w naszej poradni pracuje trzech specjalistów onkologii klinicznej, dwóch specjalistów radioterapii, trzech specjalistów chirurgii onkologicznej, dwóch psychoonkologów oraz psycholog kliniczny. Zapewniamy też chorym diagnostykę i leczenie w ramach tzw. zielonej karty czyli pakietu Diagnostyki i Leczenia Onkologicznego (DILO). Opiekę nad chorymi podczas przyjmowania przez nich chemioterapii sprawują wykwalifikowane pielęgniarki onkologiczne.
– Wymienił pan psychoonkologów i psychologa, którzy w przypadku chorób nowotworowych są bardzo pacjentom potrzebni. Wiem, że pan również jest psychoonkologiem. Czy studiowanie takiej specjalności okazało się przydatne w pana pracy?
– Oczywiście. Psychoonkologia nauczyła mnie rozmawiać z chorymi, przekazywać dobre i złe wiadomości Czasem rzeczy o mniejszym znaczeniu dla lekarza mogą być najistotniejsze dla chorego.
– Umiejętność rozmowy z chorymi przydaje się pewnie w najtrudniejszych momentach, kiedy trzeba przekazać nienajlepszą diagnozę?
– To rzeczywiście niełatwe zadanie. Trzeba przekazać informacje tak, żeby chory nie załamywał się, żeby chciał się leczyć i walczyć z chorobą. Bardzo ważne jest, żeby chory uwierzył w swoją szansę na wyleczenie, gdy taka szansa jest. Ale równie ważne jest, aby nie poddawał się, nawet gdy takiej szansy nie ma, albo jest niewielka. Wielokrotnie w takich przypadkach prowadzimy leczenie zmierzające do wydłużenia życia choremu.
– Czy każdy chory na nowotwór złośliwy ma szansę na wyleczenie lub przedłużenie życia?
– Zdecydowanie tak. Mam chorych, których udało się wyciągnąć z wydawałoby się beznadziejnej sytuacji. Nawet jeśli nowotworu nie da się wyleczyć, można pacjentowi wydłużyć życie i zadbać o jego odpowiednią jakość. Ale trzeba to robić wspólnie, chory powinien świadomie zaakceptować stosowane u niego metody leczenia.
Czasami członkowie rodziny chcą, żeby nie mówić ich bliskim o nowotworze, ale to niemożliwe. Nie można przecież choremu zaproponować leczenia chemioterapią czy radioterapią i jednocześnie zataić informację o chorobie. Taką wiedzę o chorobie i jej przebiegu trzeba przekazać umiejętnie, nie pogrążając chorego i jego rodziny w rozpaczy. Najczęściej jest to proces wielostopniowy i ciągły w czasie.
– Słuchając pana coraz bardziej rozumiem, dlaczego pacjenci trzykrotnie wybrali pana najprzyjaźniejszym lekarzem onkologiem w Polsce w ogólnopolskim rankingu lekarzy tej specjalności ogłaszanym przez Fundację Onkologiczną Alivia. W jaki sposób zyskuje pan ich wdzięczność i uznanie?
– Staram się być przewodnikiem pacjenta w całym procesie leczenia, prowadzić go od momentu postawienia diagnozy poprzez cały proces leczenia. Bardzo ważne jest indywidualne podejście do pacjenta. Jednak zdobycie uznania w oczach chorych i tak zaszczytnego tytułu to także ogromna zasługa zespołu, z którym pracuję. Nie byłoby tych tytułów, gdyby nie zespół lekarski i pielęgniarki z którymi pracuję. W Wejherowie stworzyliśmy zespół, na który mogę zawsze liczyć.
– Jak pan trafił do szpitala w Wejherowie?
– Podczas studiów na Akademii Medycznej w Gdańsku zainteresowałem się onkologią, więc próbowałem dostać się na podyplomowe studia z zakresu onkologii klinicznej. Specjalizację można było wówczas robić jedynie pracując w szpitalu na etacie. Akademickie Centrum Kliniczne (obecnie UCK) nie miało wolnych etatów i wtedy uratował mnie doktor Andrzej Zieleniewski, dyrektor Szpitala Specjalistycznego w Wejherowie, proponując mi pracę w tej placówce. To była umowa lojalnościowa. I tak się stało. Zrobiłem specjalizację podpatrując swoich mistrzów, prof. Jacka Jassema i prof. Marzenę Wełnicką-Jaśkiewicz.
– Dzięki panu powstała w Wejherowie poradnia chorób piersi, przekształcona potem w poradnię onkologiczną.
– To oczywiście zasługa wielu osób oraz sponsorów, którzy nam bardzo pomogli, ale rzeczywiście zmodernizowaną poradnię onkologiczną uważam trochę za swoje „dziecko” i jestem z niej dumny. To jednak nie koniec. Chcielibyśmy dalszego rozwoju, bo przecież potrzeby są ogromne.
– Czy zajmuje się pan leczeniem wszystkich typów nowotworów?
– Interesuje mnie głównie rak płuca i rak jelita grubego, a także szeroko pojęta profilaktyka chorób nowotworowych oraz zagadnienia jakości życia pacjentów leczonych paliatywnie. Moja praca polega głównie na nieustannym wydłużaniu życia, bo większość moich chorych ma już niestety chorobę nowotworową z przerzutami i zdaję sobie sprawę, że nie jestem w stanie ich wyleczyć. Na szczęście do walki z chorobą mamy coraz więcej narzędzi i możliwości, ponieważ postęp w onkologii dokonuje się nieustannie na naszych oczach.
– Domyślam się, że satysfakcję przynoszą panu dobre wyniki w leczeniu chorych, poprawa ich zdrowia czy wręcz wyleczenie, ale czy cieszy pana również Nagroda Starosty Wejherowskiego „Bursztynowy Gryf”, przyznana za życzliwość, empatię, budowanie dobrych relacji z pacjentami oraz działalność społeczną w zakresie profilaktyki zdrowotnej?
– Oczywiście, że cieszy, a przy okazji takich spotkań, jak gala wręczania nagród mogę zaapelować o unikanie substancji rakotwórczych, zwłaszcza o niepalenie papierosów. Zawsze staram się zachęcać lokalną społeczność, aby zgłaszała się na badania przesiewowe w kierunku chorób nowotworowych, takie jak mammografia, cytologia czy kolonoskopia. To bardzo ważne, aby chorobę wykryć jak najwcześniej. Przy każdej okazji staram się przekonywać mieszkańców Pomorza o ogromnym znaczeniu profilaktyki, która może uratować nam życie.
– Dziękuję za rozmowę.

Komentarzy (0)
Dodaj komentarz