Wyjątkowo gorący Sierpień

Wejherowianie strajkowali w 1980 roku m.in. w Stoczni im. Komuny Paryskiej w Gdyni

Za tydzień, 31 sierpnia będziemy w Polsce obchodzić 38. rocznicę podpisania Porozumień Sierpniowych, w efekcie których powstał NSZZ „Solidarność”. Po wielu dniach strajków w sierpniu 1980 roku, dzięki odwadze i determinacji tysięcy Polaków, władze państwowe zgodziły się na spełnienie 21 postulatów, uzgodnionych w gdańskiej stoczni przez członków Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego. Wśród strajkujących stoczniowców i pracowników innych zakładów, a także w szeregach MKS nie brakowało mieszkańców Wejherowa i powiatu wejherowskiego.

Od lewej: Henryk Mierzejewski, Zygmunt Pałasz (obaj również na archiwalnych zdjęciach za nimi) i Jan Wojewski w siedzibie Stowarzyszenia Wspólnota Pokoleń w Wejherowie. Wchodząc tam od strony ul. Mickiewicza można obejrzeć ciekawą wystawę, fotografie oraz inne pamiątki ze strajków w sierpniu 1980 roku. Na wystawie nie brakuje zdjęć i informacji na temat ks. Hilarego Jastaka, nazywanego kapelanem „Solidarności” lub Królem Kaszubów.
Od lewej: Henryk Mierzejewski, Zygmunt Pałasz (obaj również na archiwalnych zdjęciach za nimi) i Jan Wojewski w siedzibie Stowarzyszenia Wspólnota Pokoleń w Wejherowie. Wchodząc tam od strony ul. Mickiewicza można obejrzeć ciekawą wystawę, fotografie oraz inne pamiątki ze strajków w sierpniu 1980 roku. Na wystawie nie brakuje zdjęć i informacji na temat ks. Hilarego Jastaka, nazywanego kapelanem „Solidarności” lub Królem Kaszubów.

Porozumienia Sierpniowe 1980 roku były triumfem ludzi, którzy odważyli się przeciwstawić komunistycznej władzy. Wprawdzie tzw. karnawał „Solidarności”, czyli czas względnej wolności i swobód, zniesienia cenzury i innych ograniczeń trwał tylko 15 miesięcy (do momentu ogłoszenia stanu wojennego), ale był początkiem ogromnych zmian. Jak klocki domina zaczynały się przewracać podstawy dotychczasowego ustroju w Polsce, a potem w innych krajach. Sierpień 80 był przełomowy, nie tylko we współczesnej historii Polski.
Nie bez powodu oryginalne tablice z wypisanymi odręcznie 21. postulatami które można oglądać w gdańskim Europejskim Centrum Solidarności, zostały wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Determinacja i odwaga

Strajk w Stoczni Gdańskiej im. Lenina rozpoczął się 14 sierpnia 1980 roku, a już dzień później stanęła Stocznia im. Komuny Paryskiej w Gdyni. Przywódcą protestu gdyńskich stoczniowców był zaledwie 21-letni Andrzej Kołodziej, zwolniony nieco wcześniej ze stoczni w Gdańsku za działalność opozycyjną.
– Zanim wszystko się zaczęło, byliśmy już „podładowani”, pełni nadziei, zwłaszcza po wizycie Ojca Świętego Jana Pawła II w 1979 roku. Nie brakowało nam determinacji i woli walki. Chodziło o to, żebyśmy byli gospodarzami we własnym kraju. W maju 1980 roku wypisałem się ze związków zawodowych walki – wspomina Henryk Mierzejewski, jeden z organizatorów strajku w stoczni w Gdyni. – Kiedy 15 sierpnia o godzinie 6.30 ktoś wyłączył prąd, poszedłem razem z innymi pod budynek dyrekcji. Stał tam młody człowiek, który namawiał nas do podjęcia strajku. Tłumaczył, że potrzebna jest solidarność, że musimy wytrwać. To był Kołodziej. Nikt go nie znał, bo został przyjęty do pracy dwa dni wcześniej, a mimo to ludzie mu zaufali.

Trudne chwile

Bezkompromisowy Andrzej Kołodziej potrafił zorganizować strajk okupacyjny, zdobyć zaufanie tysięcy robotników. Nie wahał się odpowiedzialności za zajęcie stoczniowej drukarni i radiowęzła. Potrafił też przekonać robotników o konieczności pozostania w stoczni w trudnych momentach. Pierwszy z nich nastąpił już 16 sierpnia, kiedy w Gdańsku Lech Wałęsa po rozmowach z dyrekcją Stoczni im. Lenina w Gdańsku ogłosił zakończenie strajku.
– Gdy dotarła do nas informacja, że w zamian za obietnicę spełnienia trzech postulatów (przywrócenie do pracy A. Walentynowicz i L. Wałęsy, podwyżka płac i upamiętnienie ofiar Grudnia 70 – przyp. redakcji) Wałęsa podpisał porozumienie z dyrektorem i ogłosił zakończenie strajku, ludzie byli zdezorientowani, nie wiedzieli co robić dalej. Udało się ich zatrzymać w stoczni, podobnie jak w Gdańsku, gdzie doszło do poważnego kryzysu. – mówi H. Mierzejewski.
W gdyńskiej stoczni pozostało około 7 tysięcy pracowników. Doświadczenie 1970 roku podpowiadało im, żeby nie wychodzić na ulice, dlatego tak jak w innych zakładach przyjęto formę strajku okupacyjnego. Stocznia im. Komuny Paryskiej była centrum strajkowym dla Gdyni, do niej zgłaszały się zakłady z Gdyni, Sopotu, Rumi, Redy, Wejherowa. Aby utrzymać porządek i dyscyplinę zabroniono spożywania alkoholu na terenie stoczni. Z obawy przed pacyfikacją zakładu przez milicję czy wojsko, zorganizowano oddziały ochrony, pilnujące terenu stoczni. Wielu ludzi bało się, co będzie dalej, atmosfera była napięta.

Nieugięty kapłan

Odprawiona 17 sierpnia na terenie Stoczni im. Komuny Paryskiej msza święta wpłynęła nie tylko na poprawę nastrojów, ale na umocnienie robotników. Dzięki nieugiętemu kapłanowi, który dodał im sił, poczuli się lepiej, a w stoczni panowała odtąd atmosfera niesamowitej solidarności.
Ks. Hilary Jastak, bo o nim mowa, proboszcz parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Gdyni (pochowany obok tego koscioła w centrum miasta – przyp. redakcji) bez wahania zgodził się odprawić mszę św. dla strajkujących w przeciwieństwie do niektórych innych księży.
– Księdzu Jastakowi zawdzięczamy bardzo wiele, bo podczas mszy udzielił nam zbiorowej absolucji (rozgrzeszenie stosowane m.in. w razie niebezpieczeństwa – przyp. redakcji), a jego poruszające kazanie u wszystkich wywołało łzy. To był przełom, teraz czuliśmy się silni i solidarni – mówi Henryk Mierzejewski.

Wolna drukarnia i radiowęzeł

Wejherowianin został delegatem Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego z siedzibą w stoczni gdańskiej.
– Jeździłem tam codziennie, czasami nawet kilka razy jednego dnia. Brałem udział w obradach, a potem wracałem do Gdyni zdawałem relacje. Komunikaty były przekazywane przez radiowęzeł i drukowane w stoczniowej drukarni, podobnie jak ulotki.
Samowolne zajęcie siłą przez gdyńskich stoczniowców radiowęzła i drukarni było bardzo ważnym osiągnięciem. W Gdańsku nie udało się tego zrobić. By móc skutecznie prowadzić strajk potrzebna była dobra łączność z załogą oraz innymi zakładami pracy. Opanowanie radiowęzła miało ogromne znaczenie ogłaszano komunikaty, wysłuchano relacji z posiedzeń MKS.
Jak czytamy w książce „Solidarna Gdynia” Danuty Sadowskiej i Edwarda Szmita: „Stoczniowcy, którzy byli o wszystkim informowani i mogli publicznie dyskutować czuli się autorami podejmowanych decyzji…”

Radiowęzeł służył także do nagłośnienia koncertów aktorów gdyńskiego teatru lub występów samych stoczniowców. Od początku fachową obsługą radiowęzła zajmował się Zygmunt Pałasz, obecnie mieszkaniec Wejherowa. Razem z nim w radiowęźle podczas strajku pracowali Bogdan Zieliński i Rainchard Dewold.
Równie duże znaczenie w tych trudnych sierpniowych dniach odegrała Wolna Drukarnia Stoczni Gdynia oraz Poczta Strajkowa.

15 postulatów

Centrum życia strajkowego w gdyńskiej stoczni był plac przed budynkiem dyrekcji zakładu. Każdy mógł uczestniczyć w rozmowach, m.in. we wspólnym ustalaniu treści postulatów. Już 15 sierpnia gdyńscy stoczniowcy opracowali 17 postulatów. 15 z nich znalazło się na ostatecznej liście 21 żądań, przedstawionych władzom podczas negocjacji w Gdańsku.
Henryk Mierzejewski był obecny w Sali BHP podczas popisywania Porozumień Sierpniowych 31 sierpnia. Potem zajął się organizowaniem „Solidarności” w gdyńskiej stoczni, pracując społecznie, kosztem prywatnego życia i rodziny. Był delegatem na I Zjeździe „Solidarności” w hali „Olivia” w Gdańsku w 1981 roku.
W stanie wojennym internowany w obozie Strzebielinku poznał tam późniejszego prezydenta Polski, śp. Lecha Kaczyńskiego. Pan Henryk zaangażował się również w organizowanie pierwszych wyborów samorządowych w Wejherowie.
Z kolei organizowaniem struktur „Solidarności” w wejherowskiej oświacie zajął się, wraz z żoną Bożeną, wejherowianin Jan Wojewski. Jego wspomnienia z tamtego czasu zamieścimy w kolejnym wydaniu „Pulsu Wejherowa”.
Anna Kuczmarska

Zostaw komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.